W oczekiwaniu na wspólne Święta

Lubię ten nastrój, który pozwala nam przeżywać każdy następny dzień w oczekiwaniu na wspólne Boże Narodzenie. Bo w ten niezwykły dzień, przez tę chwilę - nawet najbardziej zatwardziałe serca ogarnia ciepło.

 

…Złotą świeczką mrugnęło drzewko,
zatańczyły na ścianie cienie,
- Dobry wieczór... - szepnęła mama
- dobry wieczór, panie Chopinie.

Płyta grała scherzo z kolędą,
rozśpiewały się pięknie klawisze
i tak było, jakby naprawdę
Chopin do nas, do domu, przyszedł…

Zapatrzone i zasłuchane buzie dzieci wpatrzonych we mnie - wprowadzającą nastrój świąteczny wierszem W. Chotomskiej "Kolęda".
To było zapamiętane i uniesione w przyszłość przez małe, wrażliwe dziecięce serduszka.
Obecnie bożonarodzeniową atmosferę mamy już w listopadzie na sklepowych półkach i w witrynach.

Niektórzy się buntują… A ja - lubię ten nastrój, który pozwala nam przeżywać każdy następny dzień w oczekiwaniu na powitanie małego Jezuska. I może właśnie dzięki tym dniom dłużej trwamy w radości oczekiwania, mamy czas na rozmyślanie o sensie życia, o radości, jaką niesie rodzina. Mimo wszystko, mimo trosk, mimo żalów i różnych pretensji, których czasem nazbierało się ponad miarę. Mamy czas, aby jeszcze raz się nad tym zastanowić i może w końcu dojść do wniosku, że jest coś, co jest jednak ważniejsze niż spory.

Jezusek się narodził, wniósł w nasze życie miłość. Więc z tą miłością pędzimy nieraz z bardzo daleka do naszych najbliższych, aby tą miłością się podzielić, aby w ten czas być razem, aby opłatek, którym się dzielimy, stłumił swoją siłą wszystkie żale i wzajemne oskarżenia.

Często póżniej wracamy do wcześniejszych problemów, ale w ten dzień, przez tę chwilę nawet najbardziej zatwardziałe serca ogarnia ciepło. Przyznajmy się do tego. Bo czasami ta chwila właśnie może pozwolić nam na odzyskanie rodziny, miłości. Ta chwila może zadecyduje o tym, że zmienimy wartości, które do tej pory były priorytetem, a nie pozwalały na pokazanie wrażliwości, naszej prawdziwej duszy, zagubionej gdzieś w zawirowaniach życiowych.

Dla tej jednej chwili warto czekać.

Słuchając świątecznych melodii, przygotowuję wigilijne dania. Moje myśli biegną ku przeszłości. I pojawiają się łzy radości, że jest tak jak jest, że będziemy razem, że jednak marzenia się spełniają, jeżeli tęsknisz do nich każdego roku przez wiele lat. I wtedy nawet zmęczenie cieszy…

 

Fot. Ben Garney, źródło: www.flickr.com/photos/bengarney/80555075/

Oceń artykuł

(liczba ocen 0)