PORTAL DLA SENIORÓW
 

Lustracja dziecięcej pamięci o wojnie

Wpadłem na pomysł, jak z pomocą wnuczka dokonać oglądu wspomnień z dzieciństwa.

Jestem w tej grupie roczników, w jakich każde z nas ma w sobie „swój kawałek wojny”. Jeśli dzieciństwo jest nieustannym odkrywaniem świata dorosłych, to odkrycia naszego dzieciństwa tkwią w nas zadrami po dziś dzień, choć skargami na ból nie zamęczmy siebie i otoczenia. Od dawna ciekawi mnie trudny do rozstrzygnięcia problem: co z wojny siedzi w nas z własnych przeżyć, a co zostało dostarczone naszej pamięci np. opowiadaniami naszych bliskich?

Odpowiedzi poszukiwałem, pisząc przed laty powieść o wojennym dzieciństwie chłopca, powiedzmy – mojego rocznika. Nie chciałem powieści autobiograficznej. Zamierzyłem „Zmyślony autoportret w prawdziwych ramach” i taką informację wpisałem pod głównym tytułem. Prawdziwymi ramami była wojna. Pomieściły wiele wątków, jakie uważam za autentyczne moje przeżycia oraz zdarzenia zasłyszane. W pisaniu wyobraźnia niosła, tworząc owe zmyślenia autoportretu. Jestem jednakże pewny, że wszystko, co jest w tej książce, moje, zasłyszane oraz wymyślone, mieści się w bagażu życia naszego pokolenia.

Co naprawdę pamiętamy z dzieciństwa? Do jednych wspomnień mam pewność „własności”, inne chyba usłyszałem, nawet jeśli zdarzenia mnie dotyczyły. Ale granice zacierają się… Ważnym elementem mojej pamięci dzieciństwa są obrazy, dźwięki, a nawet zapachy. W nozdrzach mam biały ser smażony z kminkiem… W oczach niemiecki tank z człowiekiem w czarnym mundurze i furażerką na głowie… Słyszę jęki śpiących w naszym mieszkaniu braci Elbaumów, którzy uciekli z sąsiedniego miasteczka przed niemiecką obławą… Wydaje mi się, że rozpoznałbym wściekłą twarz wrzeszczącego Niemca, który domaga się rozstrzelania mego taty i kilku mężczyzn… Kiedyś, po latach, pewny swej dziecięcej pamięci, powiedziałem niemieckiemu ministrowi, jeszcze w Bonn, że pierwszym niemieckim słowem, jakie zapamiętałem, było „erschiessen”… Wciąż jestem na rękach mamy, która szwargocze z oficerem w obronie męża…

Pierwszego września 1939 roku miałem trzy lata, pięć miesięcy i siedem dni. Policzyłem, kiedy tyle samo życia będzie liczył mój wnuk. Zamierzam bacznie tego dnia i szczególnie uważnie w następnym czasie przyglądać się mu, rozmawiać, pytać i słuchać, wyobrażając sobie – siebie. Słabością mego „eksperymentu” jest to ,że pewnie nie uda mi się po latach sprawdzić, jak on zapamięta dziadka, sprawy i zdarzenia, jakie wspólnie przeżyliśmy. Nie zniweluję również różnicy emocji, bo w jego życiu nie wydarzy się nic, co natężeniem grozy otoczyło moje dzieciństwo po 1 Września.

Moje obserwacje – spodziewam się – pomogą mi zrozumieć, co mogłem naprawdę zapamiętać z tamtych dni… Oczywiście, psychologowie zapewne mają w naukowym dorobku liczne wyniki badań i doświadczeń, co daje im odpowiedź na pytanie, jak i co dziecko trzyletnie zapamiętuje. Ale czy pamięć dziecinna działa tak samo w normalnym życiu rodzinnym, jak mogła działać nasza w wojnę? Mój „eksperyment” z wnuczkiem nie da mi pełnej odpowiedzi, ale chęć zobaczenia siebie w nim rozgrzewa moją ciekawość. Jaki mogłem być w t e d y? Kuszący jest pomysł lustracji własnej dziecięcej pamięci…

Oceń artykuł

(liczba ocen 0)

Pytanie: Czy zdecydujesz się na bankowanie krwi pępowinowej swojego dziecka?

  Tak. Uważam, ze to dobre zabezpieczenie jego zdrowia

  Nie wiem, muszę głębiej zapoznać się z tematem

  Nie. Sądzę, że nie będzie to konieczne

WASZA OPINIA JEST DLA NAS WAŻNA