Cztery wcielenia Benedykta

Dla Benedykta sprawa jego nazwiska nie była zbyt istotna. Przez całe życie używał co najmniej czterech przydomków i do żadnego z nich nie był szczególnie przywiązany. 

W ten sposób przyprawił swoich, urodzonych ponad trzysta lat później, potomków o ból głowy.

Osoby poszukujące w starych księgach parafialnych informacji o przodkach bardzo często natrafiają na problemy związane z ich nazwiskami. W czasach, gdy wszystkie dane zapisywano odręcznie i ze słuchu, o rozmaite deformacje, przeinaczenia czy nieścisłości było bardzo łatwo. Wystarczyło, że pisarz miał mętne pojęcie o gramatyce, a osoba podająca informacje wadę wymowy lub braki w uzębieniu, by w dokumencie pojawił się jakiś językowy koszmarek. Dobrym przykładem może być jedna z moich odległych w czasie babć, która urodziła sześcioro dzieci: w każdym z aktów urodzenia jej nazwisko wyglądało zupełnie inaczej. Problem potęgował się, gdy nazwisko było dziwne lub trudne, jak np. Scis. W radomskich XVII- i XVIII-wiecznych księgach parafialnych przybierało ono najrozmaitsze formy: od Cis, Czysz, Czyż, Ściż itd., po tak odległe, jak Wścibisz.

O ile jednak z mechanicznymi deformacjami lub różnymi formami jednego nazwiska można sobie jakoś radzić, o tyle wobec problemów wynikających z faktu, że dwieście, trzysta albo czterysta lat temu nazwiska czy przydomki nie odgrywały aż takiej roli, jak obecnie, często jesteśmy bezradni. W przypadku osób o szlacheckich czy mieszczańskich korzeniach, kłopot ten właściwie nie istnieje – w rodzinach takich, w których kwestie np. dziedziczenia majątku i właściwej identyfikacji członków rodu miały ogromne znaczenie, nazwiska wykształciły się stosunkowo wcześnie i przez wieki nie ulegały dużym modyfikacjom. Do identyfikacji pańszczyźnianego chłopa czy przedstawiciela miejskiego pospólstwa, nie posiadającego właściwie nic, poza parą portek czy sukienką, żyjącego w mocno ograniczonym kręgu "towarzyskim", wystarczało jednak często samo imię. Nic dziwnego, że w XVII, a nawet w XVIII wieku w księgach parafialnych często spotkamy informacje o ludziach nie posiadających jakiegokolwiek nazwiska czy przydomka – np. adnotację o ślubie Wojciecha z Katarzyną. Nikt nie widział potrzeby dodatkowego dookreślenia, o kogo chodzi.

Jeszcze na początku XIX stulecia w niektórych regionach kraju natknąć się można też na osoby, które mają dwa różne, pełnoprawne przydomki-nazwiska. Na Kujawach na przykład, w 1819 roku, Agnieszka Kowalska, córka Jakuba Kowalskiego, brała ślub jako Agnieszka Kubianka (czyli córka Jakuba, Kuby). W Małopolsce w tym samym okresie spotykamy całe wsie, których mieszkańcy – z nieznanych nam dziś powodów – mogli przedstawiać się na kilka różnych sposobów. Ta sama osoba z jakichś względów w jednych dokumentach występuje jako Kurach, w innych zaś jako Zięba. I jeśli nie znajdziemy w księgach parafialnych wskazówek co do tego, jak identyfikować te osoby (np. zapisów typu Kurach czyli Zięba, Kurach alias Zięba itp.), to szanse na odniesienie sukcesu w dalszych poszukiwaniach naszych przodków zdecydowanie maleją.

Minęły dziesiątki, a często nawet setki lat, zanim nazwiska większości z nas uzyskały swoją ostateczną, współczesną formę. Cofanie się w przeszłość rodziny stwarza możliwość prześledzenia tego długiego, fascynującego procesu i dotarcia w końcu do źródła – do momentu, gdy pojawiło się ono po raz pierwszy. O tym, że to możliwe, przekonałem się osobiście, śledząc (raz po raz tracąc trop i znów go odzyskując) losy chłopa Benedykta, który wraz z żoną Reginą przybył w drugiej połowie XVII wieku do jednej ze wsi pod Miechowem. Skąd para ta pochodziła, gdzie brała ślub i dlaczego opuściła swoje rodzinne pielesze – tego nigdy już ustalić się nie uda. Gdy urodziło jej się dziecko, w księgach podmiechowskiej parafii małżonkowie zapisani zostali jako Nowakowie, a więc ludzie we wsi nowi, przybyli z innych stron. Wkrótce Benedykt i Regina Nowakowie doczekali się drugiego potomka. Sytuacja prawna i materialna małżonków prawdopodobnie uległa w tym czasie zmianie, bo gdy na świat przyszło kolejne, trzecie ich dziecko, Benedykt nosił już przydomek Probant, co zapewne można tłumaczyć jako osoba przyjęta na próbę (może powierzono mu na próbę prowadzenie gospodarstwa).

Benedykt i Regina Nowakowie alias Probantowie musieli być ludżmi lubiącymi wyzwania, gdyż niebawem przeprowadzili się do sąsiedniej wsi. Tu rodziły im się kolejne dzieci. Tu też Benedykt po kilku latach przestał być Probantem i zaczął być określany przydomkiem Gospodarz, a następnie - Banach. Prawdopodobnie osiadł wreszcie, stał się gospodarzem pełną gębą, a sąsiedzi nadali mu przydomek pochodzący po prostu od jego imienia (Banach to inna forma imienia Benedykt, tak jak np. Maycher to Melchior, Balcer – Baltazar).

Synowie Benedykta i Reginy, jak i ich potomkowie, "odziedziczyli" przydomek, choć za życia ojca niekiedy używali form Banaś, Banasik lub Banasiak (czyli syn Banacha; w niektórych przypadkach ta forma przetrwała). Tylko jeden z synów Benedykta przeniósł się do Miechowa, a jego potomstwo w XVIII wieku przemianowało się na Banachowiczów, co było zgodne z ówczesną modą (panującą wśród miechowskiego mieszczaństwa) na "uszlachetnianie" nazwisk (to wówczas miejscowy Sowa stał się Sowińskim, Wilk – Wilczyńskim, Paluch – Paluchowiczem, Spyrka – Spyrczyńskim, Zdechlik – Zdechlikiewiczem, Pasternak – Pasternaczyńskim itd.).

Niezależnie od tego, co wyczyniali później ze swoim nazwiskiem przedstawiciele naszego rodu Banachów, wszyscy pochodzą od Benedykta i Reginy – Banach alias Nowak vel Probant seu Gospodarz. Aż korci, by zapytać: ale co było przed nimi, kim byli ich przodkowie? Jak to co – odpowiada nasza wyobraźnia: Piast, Lestek, Siemowit...

Oceń artykuł

(liczba ocen 0)