Podróże samolotem

Jakie przygody czekają osobę podróżującą samolotami po świecie?

Pewnego razu, wkrótce po tym, gdy samolot wystartował z Paryża i, nabierając wysokości, zaczął kierować się w stronę Madagaskaru, a załoga rozpoczęła serwowanie napoi i przekąsek, podszedł do nas steward i z mocnym francuskim akcentem spytał:

- Czego chciałby się pan napić?
- Poproszę czerwone wino – odpowiedziałem.
- Jaki rocznik pan sobie życzy?
- Proszę?? – uniosłem ze zdziwienia brwi do góry.
- Rocznik ‘66, ‘67? - kontynuował steward z poważną miną, niezrażony moim nieświatowym podejściem do zagadnienia…

Wreszcie załapałem jego intencję i z powagą poprosiłem o rocznik ‘66. Steward przez chwilkę jakby szukał właściwej butelki w swoim wózku, po czym wybrał jedną, coś napisał na etykietce i z nienagannymi manierami oświadczył:

- Monsieur, pozwoli pan, że zaprezentuję panu Burgundy, rocznik ‘66.

Tu, nachylając się nade mną uprzejmie, wskazał dłonią własnoręcznie napisaną przed chwilą datę na etykietce. Oboje z żoną wybuchnęliśmy śmiechem, dawno nas tak nikt bezpretensjonalnie nie rozbawił. Po chwili śmiech zaczął wypełniać cały samolot, a jedenastogodzinny lot jakby nie wydawał się już tak długi i nużący…

Rozrywka na żywo na pokładzie samolotu i to w standardowej cenie biletu to dziś wydarzenie niezwykle rzadkie. Linie lotnicze starają się zarobić na wszystkim, począwszy od posiłków i napojów, a na bagażu skończywszy. Oj, wiem coś o tym. Pewnego razu postanowiłem zaoszczędzić 50 dolarów i polecieć tanimi liniami jeden z odcinków mojej dłuższej podróży. Ale jakież było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że muszę dopłacić za bagaż jeszcze 230 dolarów – o wiele więcej niż kosztowałby mnie droższy bilet na linie, gdzie taka nadwyżka mieściła się w standardzie. Cóż było robić? Ustawiłem się w kolejce do kasy wśród podobnie jak ja złapanych w pułapkę pasażerów.

Indonezja to wielki kraj położony na tysiącach mniejszych lub większych wysp. Najłatwiej jest podróżować między nimi samolotem, nie tylko dlatego, że podróż statkiem jest zwykle powolna, ale także dlatego, że wielkie połacie takich wysp jak Borneo pokryte są nieprzebraną dżunglą. Gęsta sieć połączeń lotniczych pokrywa cały kraj, niemniej dostanie się z punktu A do punktu B wymaga czasem nieco gimnastyki i wielu przesiadek.

Jakiś czas temu spędzaliśmy wakacje w Indonezji, a za naszą bazę wypadową wybraliśmy wyspę Bali – z racji jej centralnego położenia. Z Bali wyruszaliśmy na kilkudniowe wyprawy w różne części tego wyspiarskiego kraju. Z każdej wyprawy wracaliśmy na Bali, tu robiliśmy pranie, regenerowaliśmy troszkę siły i wyruszaliśmy w następną podróż.

Wyprawa do rezerwatu Tanjung Putting położonego na południu Borneo oznaczała wiele przesiadek. Gdy nadszedł czas powrotu, musieliśmy odbyć wieloetapową podróż do naszej bazy. Przed świtem wyruszyliśmy łodzią z położonego w tropikalnej dżungli obozu, by zdążyć na filigranowy samolot odlatujący z Pangkalambuun nad rzeką Kumai do o wiele większego miasta Banjarmasin. Tu, mając kilka godzin na przesiadkę, udaliśmy się na parę godzin do hotelu, aby odespać kawałek zarwanej nocy. Rześcy i wypoczęci wróciliśmy na lotnisko i czekaliśmy na samolot do Surabaya na Jawie, gdzie mieliśmy się przesiąść na samolot do Denpasar na Bali… Odlot, a raczej przylot naszego samolotu jednak coraz bardziej się opóźniał. Na naszę przesiadkę w Surabaya mieliśmy coraz mniej czasu… Poszedłem więc do informacji, gdzie dwie ubrane po muzułmańsku panienki zaczęły oglądać mój bilet, zalotnie się uśmiechając.
- Czy jest pan żonaty? - pyta jedna.
Pytanie, biorąc pod uwagę okoliczności, dość podchwytliwe, niemniej odpowiedziałem zgodnie z prawdą.

Dziewczyna zaprowadziła mnie do przedstawiciela linii lotniczych, a ten od razu zabrał mnie do dyrektora lotów. Dyrektor, jak przystało na jego stanowisko, mówił biegle po angielsku i wyjaśnił, że nasz samolot przybędzie do Surabaya już po odlocie tego na Bali. Ale – uspokajał nas – zobaczy, co się da w tej materii zrobić. Zadzwonił na lotnisko do Surabaya i tłumaczył, że dwoje cudzoziemców musi koniecznie złapać samolot lecący do Denpasar. Po chwili odłożył słuchawkę i z uśmiechem powiedział:
- Będą na państwa czekali.

Czytaj też: Przelot samolotem – podróż w podeszłym wieku

Gdy wsiadaliśmy do samolotu, dyrektor stał na płycie i kazał wstawić nasze walizki na samym końcu, aby je łatwo można było odszukać w Surabaya. Gdy po pół godzinie wylądowaliśmy w Surabaya i pędziliśmy do bramki, skąd odlatywał nasz samolot, przez megafony słyszeliśmy wyraźnie nasze imiona wplątane w komunikat w języku bahasa. Z drugiej strony biegł ktoś w naszą stronę, wymachując biletami. Łatwo nas tam było rozpoznać. Oba samoloty stały obok siebie i prościej było po prostu przejść po płycie… Siedząc już w samolocie, obserwowaliśmy przez okno, jak nasze walizki wędrują z jednego samolotu prosto do drugiego. Udało się!!!

A wniosek stąd taki, że obojętnie jak dobrze byśmy nie zaplanowali naszej podróży, to łut szczęścia i ludzką życzliwość są do jej powodzenia niezbędne.

 

fot. Tomasz Pik, zbiory własne

 

Oceń artykuł

(liczba ocen 0)

Dziękujemy za przeczytanie naszego artykułu do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami na temat zdrowia i zdrowego stylu życia, zapraszamy na nasz portal ponownie!