Sześć czy siedem? Kilka odpowiedzi

Wielu z nas stawia sobie pytanie: sześć czy siedem? Odpowiedzi, jak tegoroczne częste burze, hałasują w wielu domach.

Ulewy argumentów za „sześć” wśród gromów mieszają się z potokami racji za „siedem”. Nie rzucam się w rwące nurty – staję na brzegu i z troską o wnuki naszego pokolenia szukam własnej odpowiedzi: w ile lat dzieciaki XXI wieku powinny zacząć szkolną edukację?

Część odpowiedzi czerpię z własnego doświadczenia. Jestem ojcem chłopca, którego do pierwszej klasy odprowadziliśmy w roku, w jakim skończył lat sześć. Nie pamiętam, byśmy z jego mamą przeżywali dramaty, jakie dziś opisują obrońcy dzieciństwa sześciolatków „wolnego od koszmaru szkoły”. Nasz chłopiec, wraz z równoletnim sąsiadem, kroczył w nowe pewnie, z ciekawością i odwagą przypisaną wiekowi. Tyle że była to powszechna szkoła czeska, w Pradze, w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Taki w sąsiednim kraju był szkolny obowiązek. Od lat. Normalnie. Nie było dylematu: sześć czy siedem. Problemy już dawno rozstrzygnęła praktyka i doświadczenie.

Skorzystaliśmy z okazji z dobrym skutkiem. W Pradze nasz uczeń przeszedł pięć klas czeskich i od siódmego roku życia cztery polskie. Także bez problemów przemierzył, już w kraju, dalsze drogi edukacji aż po magisterium Uniwersytetu Warszawskiego włącznie. I fakt, że szkołę zaczął jako sześciolatek, zatarł się w naszej pamięci, a dopiero gwałtowne spory publiczne przypomniały, czego to „na własnej skórze” doświadczyliśmy…

Inna część odpowiedzi na pytanie: sześć czy siedem, wywodzi się ze źródeł historycznych. Można by powiedzieć: Czechom łatwiej, bo mieli Komensky’ego. To on, Jan Amos Komensky, żyjący w latach 1592-1670, rzucił myśl o sześciolatkach w szkole. Przed wiekami! Czeski filozof, reformator protestancki, uważany w naszej cywilizacji za twórcę współczesnych zasad pedagogiki, w swych dziełach wyróżniał cztery okresy rozwoju człowieka i potrzebę dostosowania do nich rodzaju kształcenia i wychowania. Drugim, po dzieciństwie, jest w pedagogice Komensky’ego okres chłopięctwa, od szóstego do dwunastego roku. W tym to okresie ma obowiązywać upowszechniona szkoła elementarna. Komensky obowiązek szkolny sześciolatków wywodził z konieczności dostosowania pracy nauczycieli do rytmu rozwoju organizmu wychowanków. Początek szkolnej edukacji wyznaczał po równo dla chłopców i dziewcząt. Nic więc dziwnego, że w glogerowskiej „Encyklopedii staropolskiej ilustrowanej” (wyd. 1900 r.) w haśle omawiającym szkoły w średniowieczu (!) znaleźć można zdanie: „Dziewczęta sześcioletnie uczyły się w klasztorach abecadła i ‘Wierzę’”.

Szkoda, że o przemyśleniach i praktyce pedagogicznej tego uznanego w Europie i Ameryce Czecha mało się mówi u nas, a przecież lata spędził w wielkopolskim Lesznie, gdy Rafał Leszczyński przygarnął go po ucieczce przed kontrreformacją i dał mu miejscową szkołę do prowadzenia…

Rozstrzygnięcie sporu: sześć czy siedem, chyba szybciej niż w burzliwej debacie dojrzewa jednak w otaczającym nas świecie. Jeśli patrzę dziś, jak dwulatek sprawnie wybiera płytki i nastawia sobie bajki na DVD, jeśli potrafi paluszkiem kliknąć w odpowiednie miejsce, by na tablecie dziadka wywołać Myszkę Miki, to kiedy powinna się przed nim otworzyć szkoła?...

Oceń artykuł

(liczba ocen 0)

Dziękujemy za przeczytanie naszego artykułu do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami na temat zdrowia i zdrowego stylu życia, zapraszamy na nasz portal ponownie!