Rozumiem łzy tego chłopca

Rozumiem chłopca, kilkunastolatka, wnuka kogoś z naszego pokolenia, który rzewnymi łzami płakał na stadionie warszawskiej Polonii. Nie on jeden. Kibic nie tylko wrzeszczy. Czasem łzę ociera… 

Wielu z nas było kilkunastolatkami wrzeszczącymi na stadionach. Przed dzieciństwem naszych roczników, z końcem wojny otworzył się świat radości bez strachu. Jednym z zachwycających odkryć były prawdziwe mecze piłki nożnej. Już nie kopanie łacianki, ale przeżywanie zmagań prawdziwych piłkarzy. Na stadionie. Z kumplami, wśród dorosłych… Oni mieli swoje dawne miłości do klubów, barw, stadionów, piłkarzy, my dopiero zaczynaliśmy kochać.

Pierwsze piłkarskie uniesienia naszych roczników zaczęły się, kiedy w wielu zakątkach kraju, na nowo narysowanego na politycznej mapie Europy, odradzały się przedwojenne kluby i drużyny. W każdym prawie z większych miast dołączaliśmy do tłumów starych kibiców. W Krakowie na boisko wyszły Wisła i Cracovia, w Poznaniu Warta i KKS, w Łodzi ŁKS, na Śląsku Ruch Hajduki Wielkie i AKS Chorzów, w Warszawie Polonia i Legia. Głośno było o tym, że sława lwowskiego futbolu, Pogoń, repatriowała się do poniemieckiego Bytomia i występuje jako Polonia…

Mnie los najpierw wykierował na stadion poznańskiej Warty. Staliśmy z wiarą na nasypie spełniającym rolę trybuny i żyliśmy… Dziś mogę wymienić z nazwisk chyba całą drużynę, która w 1947 roku wygrała walkę o Mistrzostwo Polski w meczu (byłem!) z Wisłą (5:2, do przerwy 5:1!). W poprzednim roku Warta otarła się o tytuł, ale ostatecznie pierwsze powojenne mistrzostwo przypadło warszawskiej Polonii. W słowie „przypadło” zawiera się cześć powodów, dla których w Warszawie stałem się legionistą… Nie potrafię rozstrzygnąć, czy lepiej futbolowo czuję się na nowym, eleganckim stadionie, czy fajniej bywało w tłumie wysypującym się na Łazienkowskiej z trolejbusu, by w ścisku, na stojąco wrzeszczeć „Legia!”, na przykład na wielkim meczu z Dynamem Tbilisi.

Każdy z nas, kto ma we wspomnieniach podobne przypadki futbolowej miłości, zrozumiał chłopca pokazywanego niedawno przez stacje telewizyjne, który płakał, nie wstydząc się, płakał… Wielką Polonię Warszawa doprowadzono do bankructwa i wyleciała z Ekstraklasy. Jeśli przeżyje, musi zaczynać głęboko w czeluściach niskich lig. Wraz z tym chłopakiem ocieram łzę, bo nowe uwarunkowania sportu w tym roku szczególnie boleśnie wyrywają z życia także część naszych wspomnień. Warta spadła z pierwszej ligi, co prawdopodobnie oznacza śmierć klubu. Z ŁKS-em podobnie, z Polonią Bytom również. Chorzowski Ruch przypadkiem zatrzymał się nad przepaścią. Czy losy starych klubów to życiowa kolej?

Oceń artykuł

(liczba ocen 0)

Dziękujemy za przeczytanie naszego artykułu do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami na temat zdrowia i zdrowego stylu życia, zapraszamy na nasz portal ponownie!