Polska kuchnia nie da sobie w kaszę dmuchać

Pragnę niniejszym przeprosić KASZĘ GRYCZANĄ za wielce wobec Niej niestosowne zachowanie pewnego Pana, kucharza telewizyjnego. Jestem pewny, że poparłaby mnie w tym moja Babcia…

Pan ów (nazwiska przez grzeczność nie ogłoszę) w jednym ze swoich licznych wywiadów podał kaszę gryczaną jako wzorzec okropności potraw, symbolizujących nicość czegoś, co niektórzy uważają za polską kuchnię, a przecież coś takiego, zdaniem owego Pana, nie istnieje. Polacy na swą kuchnię narodową się nie wybili…

Kaszy można nie lubić, ale kwestionowanie polskiej kuchni, to błądzenie w niewiedzy. Także historycznej. Przysłowiowa polska gościnność to również stół. Zastawiony. Niekiedy uginający się… Jak w zapisach kronikarzy uwieczniających legendarną wizytę wędrowców u Piasta i Rzepichy na postrzyżynach Siemowita. Albo – jak w opisach ucztowania u Bolesława w czasie podejmowania przezeń w Gnieźnie cesarza Ottona. Gall Anonim odnotował, że Bolesław Chrobry „każdego dnia powszedniego kazał zastawiać 40 stołów głównych, nie licząc pomniejszych, nigdy jednak nie wydawał na to nic cudzego, lecz wszystko z własnych zasobów”.

Dawne jest powiedzenie, że taki stół, jaka spiżarnia. Spiżarnia w dworze szlacheckim, a i u zamożniejszego kmiecia, z czasem u mieszczanina, była zasobna i dostosowana do pór roku. Różnorodność obfitości dawnej polskiej spiżarni (pod strzechy zeszła dziś jako lodówka) odnaleźć można w wielu źródłach. Choćby w klasyku literatury kuchni polskiej – w „365 obiadach” Lucyny Ćwierczakiewiczowej albo w pięknej narracji dziejów polskiej kuchni i w praktycznych przepisach, oddających bogactwo tradycji, pióra M. Lemnis i H. Vitry’ego – „W staropolskiej kuchni i przy polskim stole”. Na pierwszym miejscu dawnego spiżarnianego spisu: „kilka gatunków kasz”, potem mąka pszenna i żytnia, groch, bób, olej konopny, grzyby suszone i kiszone, mięsa różne solone i wędzone itd. aż po ogórki, kapusty, miody, piwa…

Polska spiżarnia miała przewagę nad innymi, sąsiednimi, że w tym słowiańskim, urodzajnym kraju łatwiej niż gdzie indziej dostępna była sól, swego czasu o wartości mierzonej złotem. Solą dzisiejszej kuchni polskiej są BABCIE. Zawsze przechowywały i przekazywały tajemnice potraw. I dziś tak może być, jeśli wnuczki (i niektórzy kucharzący publicyści) potrafią z tych zasobów skorzystać… Warto się uczyć kuchni polskiej, bo bez wiedzy i umiejętności, bez owych „tajemnic”, z wszystkiego łatwo zrobić niejadalną paćkę.

Kucharząc, nie trzeba zapominać, że tradycja kaszy, różnych jej rodzajów i rozmaitych z niej potraw na polskim stole sięga głębokiej przeszłości. W pradawnym obyczaju słowiańskim miała nawet obrzędowe znaczenie. Np. „karmienie młodych kaszą” oznaczało zaręczyny… A kto nie zna przysłowia: „Polak nie da sobie w kaszę dmuchać…”? Kasza na słowiańskich, polskich stołach była na równi z chlebem, zanim pojawiły się ziemniaki czy kalafiory, nie mówiąc o… sushi. I w dzisiejszej polskiej kuchni – pieczyste i sosy pieczeniowe tylko z kaszą gryczaną prużoną, wypiekaną na sypko. Ze świeżym masełkiem… – dodałaby moja Babcia. Smacznego!

Oceń artykuł

(liczba ocen 0)

Dziękujemy za przeczytanie naszego artykułu do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami na temat zdrowia i zdrowego stylu życia, zapraszamy na nasz portal ponownie!