Izabela Trojanowska: Nigdy nie działam na pół gwizdka

Jej recepta na szczęście to pozytywna energia i wiara w siebie. Izabela Trojanowska opowiada nam o swoich sposobach na dobrą formę i nastrój, oraz radości, jaką dają jej koncerty i gra w serialu „Klan”.
Izabela Trojanowska - czarno-białe zdjęca
Oficjalny fanpage Izabeli Trojanowskiej Facebook

Czuje się Pani bardziej piosenkarką czy aktorką?

Trudno o jednoznaczną odpowiedź. Niezależnie od tego, czym w danej chwili się zajmuję, robię to z pasją i ogromnym zaangażowaniem. Inaczej moja praca nie miałaby sensu. Stwierdzenie, że „jakoś to będzie” zupełnie mnie nie interesuje (śmiech). Dlatego walczę o odpowiednią jakość, nigdy nie działam na pół gwizdka. Zawsze jednak twierdziłam, że moja popularność to efekt zarówno ciężkiej pracy, jak i olbrzymiego wsparcia publiczności.

Często Pani koncertuje?

Tak. I bardzo mnie to cieszy! Od momentu nagrania ostatniej płyty „Na Skos” z Jankiem Borysewiczem i Wojtkiem Byrskim zrobiło się wokół mnie większe zawodowe zawirowanie. Ku mojemu zadowoleniu rynek koncertowy zarzucił mnie ciekawymi propozycjami. Najchętniej jeżdżę ze swoim zespołem
– to świetni muzycy, którzy doskonale znają się na rzeczy.

Lubię występy przed dużą publicznością, ale te kameralne również mają swój urok. Można wtedy, patrząc w oczy widzom, nawiązać z nimi niezwykłą nić porozumienia, niemal prywatną relację. Poza tym – co dla mnie jest ważne – grając łączymy pokolenia. Na naszych koncertach bawią się fani serialu „Klan”, ale też miłośnicy rockowych brzmień.

Nie męczy Panią takie życie? Raz tu, raz tam...

Uwielbiam życie na walizkach, bycie w ciągłym ruchu. W moim zawodzie nie ma czegoś takiego, jak „typowe dni”, każdy jest inny, na swój sposób wyjątkowy. Szczególnie trudno przewidzieć cokolwiek latem, kiedy odbywa się dużo festiwali i koncertów plenerowych. Wtedy czuję się jak ryba w wodzie (śmiech).

Skąd czerpie Pani niezbędną energię?

Z dwóch sprawdzonych źródeł. Pierwszym jest aktywność fizyczna, która zapewnia mi dobrą formę – uwielbiam fitness i jazdę na rowerze (choć przyznam, że ostatnio mam tu sobie co nieco do zarzucenia, bo poświęcam na ruch zbyt mało czasu). Drugim – zdrowa dieta. Wiem, co jem, a to bardzo istotne dla zdrowia oraz odpowiedniej kondycji organizmu. Mam dobrą maszynę do wyciskania soków z owoców oraz warzyw. Często robię zakwas z buraków i antyrakowy sok z kapusty. Lubię też surową marchewkę, która świetnie działa na oczy.

Jeżeli chodzi o źródło białka, to stawiam na mięso, unikam tylko kurczaków, które karmione są antybiotykami. Staram się też nie jeść grillowanego mięsa, bo jest podobno rakotwórcze – a tak bardzo je lubię.

Nie uważa Pani jednak, że obecne trendy lansujące zdrową, na przykład bezglutenową żywność, są nieco przesadzone? Podobnie jak wszechobecna moda na aktywny styl życia?

Przesada w każdą stronę jest niebezpieczna i groźna. Gluten jest przecież potrzebny do życia i jedynie osoby na niego uczulone powinny bezwzględnie go unikać. Jeśli zaś chodzi o sport, to regularna gimnastyka i codzienne ćwiczenia są oczywiście bardzo zdrowe i dają świetne, długotrwałe efekty. Natomiast sport ekstremalny, bywa, że prowadzi do rozmaitych, niekiedy bardzo ciężkich kontuzji. Jestem zwolenniczką umiarkowanych, wyważonych metod.

To Pani sprawdzona recepta na młodość?

Myślę, że tak naprawdę nie ma przepisu na młodość. Ale zawsze warto otaczać się dobrą energią oraz dużo i często się uśmiechać. Bo negatywne nastawienie niszczy pozytywną energię, generuje niepotrzebnie stres i nie służy zdrowiu. To od nas zależy, jak będzie wyglądał nasz prywatny świat, czy będziemy szczęśliwi czy przeciwnie.

Optymizm przede wszystkim?

Tak! Zawsze staram się widzieć tę bardziej słoneczną stronę życia, co oczywiście nie oznacza, że ono mnie jakoś szczególnie oszczędza. W trudnych chwilach jednak powtarzam sobie: „Gdy mnie los poddaje próbie, to udaję, że to bardzo lubię”. Uważam też, że w życiu trzeba być odważnym, bo lęk jest złym doradcą. Zawsze się czegoś boimy, ale można nad tym popracować. Jak? Bardziej w siebie wierzyć i stawiać sobie wysoko poprzeczkę.

Wspomniała Pani o „Klanie”, w którym gra już od ponad 20 lat. Nie znudziła się Pani rola Moniki?

W tym przypadku wszystko jest w rękach scenarzystów. Dzięki ich pomysłowości w tym serialu nieustannie coś się dzieje, pojawiają się kolejne wątki, nowe osoby. Oczywiście „Klanu” nie można porównywać do filmów fabularnych, bo telenowela ma swoją specyfikę. Scenariusz pisany jest na bieżąco, często dostajemy go tuż przed kręceniem scen.

„Klan” jest jedną z najchętniej oglądanych telewizyjnych produkcji. Na czym według Pani polega jej popularność?

To serial bliski widzom. Pokazuje sytuacje, jakie zdarzają się w życiu nas wszystkich: zaręczyny, śluby, romanse, zdrady. Ma też walory edukacyjne. Oglądając, jak radzą sobie bohaterowie w trudnych chwilach, widzowie oswajają się z podobnymi sytuacjami w życiu. Producent Paweł Karpiński dba, żeby serial w tym pomagał i wciąż szuka aktualnych tematów. Dzięki temu dla wielu osób postacie z „Klanu” są niemal jak rodzina. Identyfikują się z ich troskami, ale też z mniejszymi czy większymi radościami. Wiem coś o tym, bo niektórzy z widzów są przekonani, że jestem prawdziwą Moniką Ross z domu Lubicz (śmiech).

Jak to?

Ludzie odnoszą się do mnie z sympatią. Często na ulicy ktoś mówi mi „dzień dobry”, myśląc, że jestem jego znajomą. I zazwyczaj dopiero po chwili orientuje się, że ma przed sobą aktorkę. Jest mi jednak wtedy bardzo miło, bo widzę, że moja praca ma sens.

Zdradzi Pani, co najbardziej Panią relaksuje i wycisza?

Uwielbiam leniuchować! Jednak kiedy wyjeżdżam na urlop szybko nudzi mnie nicnierobienie, nie potrafię leżeć na plaży. W rezultacie spędzam czas bardzo aktywnie. Ciągle jestem w ruchu, coś zwiedzam, poznaję nową kulturę i lokalną kuchnię. Interesuje mnie zwłaszcza ta ostatnia, bo lubię gotować. Moim popisowym daniem zawsze był strogonow, ale ostatnio częściej robię bigos. Oczywiście nie urządzam w domu wielkich przyjęć, tylko kameralne.

Ponoć pracuje Pani nad nową płytą?

To prawda. Mam już świetne kompozycje Edyty Strzyckiej i Łukasza Stępniewicza, do których napisałam teksty. Mam też inne ciekawe pomysły. Proszę trzymać za mnie kciuki, żeby płyta spełniła moje i fanów oczekiwania.

e wszystkie lata przekonałam się, że im więcej robię, tym więcej mam pomysłów. Jestem bardziej twórczym i radosnym człowiekiem.

porady zza lady

Czytaj także: 

Majka Jeżowska: Młodość ma się w głowie [WYWIAD]

Co łączy pokolenia i przełamuje bariery niepełnosprawnych?

Małgorzata Potocka - co daje jej joga i medytacja? [WYWIAD]

Anna Jurksztowicz: Rób to, co kochasz, kochaj to, co robisz

Oceń artykuł

(liczba ocen 1)

Pytanie: Kiedy najczęściej sięgasz po preparaty na stawy?

  Po urazie

  Przy bólach stawowych

  Przy zmniejszonej ruchomości stawu

  Profilaktycznie

Dziękujemy za przeczytanie naszego artykułu do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami na temat zdrowia i zdrowego stylu życia, zapraszamy na nasz portal ponownie!