“…i nie opuszczę Cię aż do śmierci” – brzmią słowa małżeńskiej przysięgi. W dniu, w którym się je wypowiada, z reguły nie myśli się o tym, że kiedyś przyjdzie ich dotrzymać. Jak poradzić sobie ze stratą najbliższej osoby?

Zawsze w momencie, w którym wiążemy swoje życie z życiem innej osoby, nie zastanawiamy się nad tym, że mimo naszych największych starań kiedyś trzeba będzie się rozstać. A jeśli nawet zdarza się nam później pochylać nad tą kwestią, śmierć partnera rzadko kiedy zastaje nas przygotowanych. Bez względu na liczbę wspólnie przeżytych lat i stosunku dobrych chwil do złych, w momencie odejścia partnera nasz świat ulega całkowitemu wywróceniu do góry nogami. Nic dziwnego – nagle zabrakło jednego z jego głównych filarów. Naturalne jest, że pojawiają się wtedy kluczowe pytanie: Jak dalej żyć? Czy w ogóle to wszystko ma jeszcze jakiś sens? Dlaczego?

Spis z natury

Warto się wtedy rozejrzeć wkoło, by na nowo zapoznać się z tym, co pozostało. W takich chwilach nasze myślenie automatycznie skupia się wokół osoby, która odeszła i tego, czego już nie ma. Odczuwamy tęsknotę niekiedy tak silną, że wydaje się ona zupełnie nie do opanowania. Koniecznością w tej sytuacji okazuje się zmuszenie swojego mózgu do wysiłku – zamiast koncentrować się na brakach, należy szukać zasobów. Może mimo odejścia partnera mamy wsparcie w dzieciach, w rodzeństwie, we wnukach, w przyjaciołach? Może zdrowie dopisuje i jeszcze na niejedno można sobie pozwolić? Może jakaś pasja, której realizację latami odkładaliśmy na później, ma teraz szanse wypełnić nasze dni? Nie jest to łatwe zadanie, ale bez wątpienia tylko zmiana spojrzenia wpuści nieco światła w codzienność.

Portrait of a sad senior couple in autumn park

Remanent uczuciowy

Wiele osób po stracie partnera czuje, że już nic im się od życia nie należy. Sami siebie skazują na przeżywanie żałoby do końca swoich dni. Dają sobie niejako szlaban na radość i odczuwają poczucie winy, jeśli zdarza im się być nawet przez chwilę szczęśliwymi. Wymierzają sobie karę za to, że żyją. Tak pojmowana lojalność wobec zmarłego partnera sprawia, że mimo tego, że jeszcze serce bije, a organizm na wiele stać, to one duchowo już nie żyją. To najkrótsza droga do depresji i stopniowego pogrążania się w otchłaniach ciemności. Gdyby sytuacja była odwrotna i to partnerzy tych osób pozostaliby na świecie, a im przyszło umrzeć, to czy chcieliby oni takiej dla nich przyszłości? Nie wydaje się. Prawdziwa miłość przecież zawsze pragnie szczęścia drugiej osoby. Śmierć za życia nim nie jest.

Odejście partnera to trudne doświadczenie. Możliwe nawet, że najtrudniejsze w całym życiu. Na pewno nie można przejść nad nim do porządku dziennego. Konieczne są łzy, szloch i lament. Niezbędny jest czas, który pozwoli wszystko poukładać na nowo. Nie wolno wtedy zapominać, że mimo naszej tragedii życie toczy się dalej, a my wciąż jesteśmy jego aktywnymi uczestnikami – z naszymi marzeniami, pasjami, pragnieniami i potrzebami. Musimy żyć.