Przyjaciel z Café Senior i drzewiej kolega redakcyjny, przykazał mi wcielić się w rolę autora-doradcy-propagatora. Niby to najlepiej, jeśli senior doradza seniorom; bo junior mógłby przesadzić, starszych oceniając wedle własnych możliwości. I serce nie dotrzyma kroku, ścięgno się naderwie, staw zacznie skrzypieć oraz boleć… 

Jako dziennikarz sportowy bloguję na tematy z tego poletka, a jeszcze ten sam felieton “wisi” w innym portalu; o pewnych kwestiach z tej dziedziny pisuję także na Facebooku.

Niektóre wpisy na tym ostatnim rodzą dziesiątki komentarzy. Niedawno wywołało je niewinne zdanie o tym, że dziś właśnie przepłynąłem 25-metrowy basen 60 razy, co daje 1,5 kilometra. Byli tacy, którzy podziwiali, i tacy, którzy uważali, że blaguję… Nie blagowałem. Pływam dwa, trzy razy w tygodniu – tyle właśnie długości basenu. W ciągu lat kilometrów uzbierały się więc… tysiące. Robię to, mając na karku 50+, czyli jak mawia Andrzej Szalewicz, kiedyś prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego: 50 + VAT, a VAT-u tyle, ile ojczyzna ustawowo zarządza…

W miarę często spotykam w pływalni Panią Kasię – “moją” lekarkę pierwszego kontaktu. Mama prawie dorosłych dzieci, zapracowana, a znajduje czas. Już w gabinecie, przy wynikach mojej kolejnej biochemii, podkreśla pozycje: “trójglicerydy”, HDL (tzw. dobry cholesterol), i przypomina, że systematyczna aktywność fizyczne daje więcej niż “chemia”… Jeszcze gdyby dodać ryby morskie oraz zupełnie wyeliminować żółte sery, zaś mięso ograniczyć do jakiegoś tam wskaźnika wagi osobistej, to… Z serami nie przesadzam, z rybami – też. Mięsożerny nadal jestem, a za HDL medycyna mnie chwali…

Od innego medyka słyszę jeszcze, że “na cukier” we krwi, a z wiekiem bywa z tym różnie, też nie ma jak sportowy wysiłek. Nie rekordy, ale systematyczna aktywność… Że często wcześniej wojna z własnym lenistwem? Też wiem dobrze, czasem sam przegrywam…

Widzę, jak na torze obok pływa Kuba, dawny szef działu sportowego w “Sztandarze Młodych”. Metryka ciut inna, ale… on ma teraz dwa sztuczne stawy biodrowe! W wodzie odzyskał pełną sprawność! Wybiera się na narty… Pan Jurek – jedna proteza, a w wodzie znów, jak ryba… Sąsiadka z protezą jednego stawu po dziś korzysta z laski i ledwie chodzi… Nie wzięła się za rehabilitację przez aktywność…

Gdy płynę, obserwuję, jak w małej niecce ćwiczą seniorzy. Przeważnie panie, płci brzydkiej na lekarstwo. Ciekawe dlaczego? Kiedyś panie w pewnym wieku wstydziły się wystąpić publicznie w kostiumie – figura nie taka, ciało… Teraz, gdy tylko są zapisy na zajęcia – seniorki tworzą długą kolejkę. Bo za darmo? Pewnie też argument, ale nie tylko – kształtuje się inny obyczaj. W tzw. wielkim świecie obowiązujący z dawna, u nas – długo nie do pomyślenia. Dama 60-letnia w kostiumie kąpielowym? Do tego nie gdzieś za krzakiem, lecz publicznie? I widzę, jak ćwiczą. Jak słuchają pani Emilki, która śmiało może być ich wnuczką. Potem słyszę, że mówią, iż jakby odmłodniały… Choć zgubiły pewnie parę deko, z przejściowego odwodnienia…

W tym tekście zostaję przy wodzie i basenie. Może kiedyś przyjdzie agitować za innymi formami fizycznej aktywności. Jest tego więcej, byle… świadomości oraz ochoty stało. Woda daje jednak szanse szczególne. Można łatwo wysiłek dostosować do stanu organizmu. Kto chce i może forsować tempo – może to robić. Kogo stać na “wytrzymałkę” – proszę bardzo. Ale kto chce wolno, dostojnie oraz krócej – żadna sprawa, każdy sam sobie panem bądź panią… Style – do wyboru. Żeby kręgosłupowi było lepiej – grzbietowy… Stawom pomoże inny… Płucom zwróci trochę dawnej wydolności “kryte pływanie”, kto ma z tym kłopot – może trzymać stale głowę na powierzchni. Da się nawet, niezależnie od wieku, wystartować po umiejętność pływania! Niech się córy, synowie i wnuki zadziwią! Można zasięgnąć rady instruktora – “u mnie”, tam, gdzie pływam, sami fachowcy pełną gębą… A i zadać pytanie “pierwszemu kontaktowi” przy najbliższej okazji też nie grzech, lecz głos rozsądku…