– Ważne jest jak kto gra… – mówi Jerzy Radziwiłowicz i nie ma sobie za złe, że nie jest celebrytą.

Nie szkodzi. Jest aktorem znakomitym i lubianym, z imponującym dorobkiem świetnych ról w teatrze, filmie i telewizji. I szczęśliwie coś chroni go od statusu postaci nieznośnie popularnej. Co? Odpowiedź, obfitą jak rzeka, niesie – wydana przez oficynę Wielka Litera – książka-wywiad: “Wszystko jest lekko dziwne” (rozmowę z Artystą przeprowadził Łukasz Maciejewski).

Spokojna relacja “o sobie” niech jednak nikogo nie zmyli. Zawodową poprzeczkę Radziwiłowicz ustawił wysoko. Od kółka dramatycznego w liceum, przez studia w szkole teatralnej, długoletnią pracę w Starym Teatrze w Krakowie i obecny związek z Teatrem Narodowym w stolicy, wszystko w tym życiu to owoc talentu i pracowitości, z rozmysłem rozwijanych i kontrolowanych. Taka postawa buduje sukces: rodzi współpracę z mistrzami-reżyserami w kraju i za granicą, i pamiętne role. Nakazuje też wytrwale doskonalić sztukę. Lektury, obce języki, podróże są Artyście niezbędne. Służą poznawaniu i rozumieniu świata, a szczególnie zgłębianiu psychiki odtwarzanych postaci. Tak powstają kreacje…

Birkut w “Człowieku z marmuru” czy Myszkin w “Nastazji Filipownie” to milowe kamienie w dziejach polskiego filmu i sceny. Jeździłam do Krakowa by zobaczyć Radziwiłowicza w Starym, dziś do Narodowego jest bliżej, a jednak w znajomości dorobku Aktora mam spore braki. Nie widziałam nawet serialu “Glina”, który tak chwalą ci, co nie przegapili.

Żal, ale Radziwiłowiczowe opowieści inspirują. Obiecałam sobie: przypilnuję repertuaru w Iluzjonie, ramówek kanałów Kino Polska i TVP Seriale, wszystkiego co ponowne spotkania z Artystą umożliwi. Ale i rzucę się do kas kinowych, teatralnych, do galerii, by staranniej i w porę poznawać też inne kulturalne wydarzenia. Kultura jest po to, by zmieniać życie na lepsze. A dobrego, wiadomo, nigdy zbyt wiele.

Ale o tym potem…