Nie trzeba zmieniać partnera, wystarczy zmienić otoczenie. Joanna i Jan Kulmowie, którzy są małżeństwem od 64 lat, zdradzają nam sekret swojego udanego związku. Rozmawiał Andrzej Dziurdzikowski, „Magazyn 60+”.

– Jesteście Państwo małżeństwem od 64 lat. Tworzycie wspaniały związek. Co trzeba robić, żeby przez ogromną część życia być razem i cieszyć się z tego?

Joanna Kulmowa: Wie pan, co nas zbliżało najbardziej? Ciągle borykaliśmy się z losem, mieliśmy problemy. To nie było co jeść, to nie było gdzie mieszkać. To nie było żadnego zajęcia, bo nas wyrzucano z pracy. Jedno było potrzebne drugiemu, żeby go podtrzymywać na duchu – to bardzo cementuje.

 

– Proszę opowiedzieć, jak to się zaczęło.

Jan Kulma: To było 28 września 1952 r., gdy zaproponowałem małżeństwo…

Joanna (śmieje się): I jeszcze to nieszczęście pamiętasz?

Jan: …ty wtedy powiedziałaś – nie chcę żadnego małżeństwa, bo wszystkie małżeństwa się rozchodzą.

Joanna: To było tuż po wojnie. On chciał mieć dzieci, ja – po wojennych przeżyciach – nie.

Jan: Ja powiedziałem: to odkładamy sprawę na trzy miesiące, zastanowimy się i po trzech miesiącach podejmiemy decyzję, że będziemy małżeństwem. I zakładamy, że nie będziemy się zdradzali. Joanna po dwóch tygodniach przyszła i powiedziała: już. Ale ja na to: nie, czekamy. Zaczęło się więc od tego, że Joanna wiedziała, że małżeństwa się nie udają.

 

– Państwu jednak się udało.

Jan: Powiem śmieszną rzecz, obiecaliśmy sobie, że zawsze będziemy się pilnowali, ponieważ człowiek jest stworzony do zdradzania.

Joanna: Ale nam się jakoś udawało nie zdradzać.

Jan: Żyliśmy w środowisku teatralnym, gdzie to było normalne. Ale my postanowiliśmy na przykład, że nigdy nie będziemy jeździli na wakacje oddzielnie.

Joanna: Albo nie będziemy umawiać się do kawiarni, bo nam się ktoś podoba. Nie.

Jan: Czyli założyliśmy najgorszy wariant, że jesteśmy zwierzętami, nienadającymi się do monogamii. Zdarzały się sytuacje, że ktoś chciał się umówić ze mną czy z Joanną, a myśmy mówili: nie.

 

– A konflikty? Zdarzają się przecież w najlepszym małżeństwie.

Joanna: Gdy kiedyś mąż na mnie nakrzyczał, bo się to zdarzało, chociaż rzadko, poszłam do spiżarni. Tam była odrobinka wódki. Napiłam się i udawałam, że jestem strasznie pijana. On zaczął się tak śmiać, że mu przeszło. To też jest sposób, tylko trzeba mieć w sobie coś z aktora.

Jan: Joanna, kiedy wychodziła za mnie za mąż, miała przekonanie, że będzie dobrą żoną.

Joanna (śmieje się): Nie wyszło?

Jan: Jak człowiek chce grać np. bardzo dobrą żonę, to niezwykle trudno wyjść z tej roli. Bo to jest kompromitacja.

Joanna: Coś blagujesz.

Jan: Jeżeli ja ostentacyjnie i w trochę śmieszny sposób – bo Joanna zawsze się śmieje – mówię, że nie zdradzam mojej żony…

Joanna: Opowiedz tę anegdotę z próby, jak cię pytali, czy chodzisz do spowiedzi.

Jan: Mam próbę w telewizji i w pewnym momencie jeden z aktorów mówi –

Wy to z Joanną żyjecie jak święci. – Jak to jak święci? – pytam. – Przecież my do kościoła nie chodzimy. Na to on – To co ty robisz, jak zdradzisz Joannę? Nie idziesz do spowiedzi? Ja na to: – Powiem ci prawdę: nie zdradzam. I wtedy maszyniści, operatorzy, wszyscy, którzy byli na próbie, wybuchnęli serdecznym śmiechem. Bo to było tak nieprawdopodobne, że potraktowali to jak kawał. I to jest klucz. Ale człowiek, gdy tak mówi, to się nie kompromituje. Człowieka wiąże, że zaczyna coś grać.

 

– W 1961 roku wyjechali Państwo do Strumian pod Stargardem Szczecińskim…

Joanna: Po czym mówili w środowisku, że ja go wywiozłam na wieś, żeby nie miał pokus.

Jan: Ale to też było zabawne. Ja miałem jeden pokój, Joanna miała drugi, sypialnia była z tyłu. Do naszych pokojów nikt nie miał prawa wchodzić. I co kto tam robił, to była jego sprawa. Nawet nasze mamy nie miały prawa tam zaglądać i strasznie się obrażały. Chyba mądrze to zorganizowaliśmy. W małżeństwie każdy małżonek musi mieć swoje oddzielne życie. Każdy ma prawo do własnego miejsca.

 

– Co jeszcze sprzyja podtrzymaniu więzi w małżeństwie?

Jan: Małżeństwo – to moje głębokie przekonanie – jest trwałe, dopóki ma żywot seksualny. Jeżeli macie nieporozumienia, to na początku wyrównajcie życie seksualne, a dopiero potem mówcie o konfliktach. Dopóki ono trwa, to małżeństwo ma sens. Dziwię się bardzo, że ludzie w wieku 60–70 lat nie mają życia seksualnego. Oczywiście po latach małżeństwa to też jest trudne. Ale potrzebne. Bo coś, czego się nie używa – więdnie.

Joanna: Jan, ty się chyba zestarzałeś – mówisz o takich rzeczach!

Jan: Zawsze tak mówię młodym. Po kilku latach wam się nudzi, po dziesięciu latach nie ma już żadnej ekstazy… A jak to robić, żeby była? To jest już sztuka życia. My właśnie to potrafiliśmy rozwiązać. Czy to jest mądrość, umiejętność – nie wiem. Ale jest to bardzo ważna sprawa. Nad tym trzeba pracować.

 

– Wiem, że Państwo dużo podróżowali. Czy to dobrze wpływa na związek?

Joanna: Wspólne podróże bardzo cementują.

Jan: My nieustannie byliśmy w podróży. Ciągle braliśmy samochód i wyjeżdżaliśmy. Otóż zmiana miejsca tworzy nowe małżeństwo.

Joanna: Podróżować należy we dwoje. Nie samemu. Bo trzeba mieć z kim podzielić się wrażeniami, zachwytem. Zobacz to, popatrz, jakie to piękne…

Jan: Ale zmiana nie musi być duża. Na przykład ten stół (pokazuje) przedtem stał tutaj, a wcześniej tutaj. My to mieszkanie nieustannie sobie przemeblowujemy. I dzięki takim – nawet drobnym zmianom – jesteśmy nowym małżeństwem.

 

– Warto więc zmieniać nawet drobiazgi, takie jak ustawienie stołu?

Jan: Ach tak. Stołu, foteli, nawet przykryć na fotelach. Zmiana jednego elementu powoduje, że zmienia się sam człowiek. Ludzie nie potrzebują nowej żony czy męża. Wystarczy, że zmienią otoczenie. Bo na psychikę bardzo mocno działa nowy strój, nowy wystrój mieszkania, nowe okoliczności. I trzeba to robić. My nigdy nie mieszkaliśmy nawet rok w tych samych okolicznościach – zawsze się coś zmieniało.

Joanna: I trzeba się cieszyć, świętować. Trzeba być przynajmniej trochę jak dzieci. My na przykład obchodzimy każdą rocznicę naszego ślubu.

Jan: A były dwa śluby, bo po 32 latach wzięliśmy ślub kościelny. W jakich okolicznościach, to wszystko opisałem dokładnie w mojej książce „Dykteryjki przedśmiertne poprawione”. I my wtedy znaleźliśmy się na nowej drodze życia po latach przykładnego małżeństwa. To znów była zmiana.

 

– Z tego, co Państwo mówią, wynika, że jeśli bardzo chcemy być razem, to zawsze znajdziemy sposób, żeby to osiągnąć.

Jan: Jak nauczał święty Tomasz z Akwinu – ideałem jest, aby człowiek zaspokoił wszystkie swoje chcenia, ale mądrością jest, aby chcenia były takie, żeby mogły być zaspokojone.

 

Joanna Kulmowa – poetka (m.in. „Boże umieranie”, „Suplement mój”, „Moja pełnia”), autorka kilkunastu zrealizowanych sztuk teatralnych, książek prozą (m.in. „Trzy”, „Topografia myślenia”) i wielu utworów dla dzieci (m.in. „Wio, Leokadio!”, „Bajki skrzydlate”).

Jan Kulma – muzyk z wykształcenia, z zawodu reżyser teatralny i operowy, z zamiłowania filozof i matematyk. Niedawno wydał opowieści autobiograficzne pod tytułem „Dykteryjki przedśmiertne  poprawione”.