Wiosna, dzień coraz dłuższy. Czas szansy na wzmożenie aktywności dla “plusów” płci obojga. Według zasady: dla każdego coś miłego…

Pewien znajomy przynajmniej jeden dzień w tygodniu tak sobie układa:

“Przy śniadaniu robię dwie kanapki dodatkowo. Wyciągam parasol – na wszelki wypadek. Pakuję się i jadę w świat. Wsiadam do autobusu albo tramwaju i ruszam przypominać sobie, zobaczyć, jak teraz wygląda moje miasto. Tramwaje wygodne, miejsce siedzące, bo poza szczytem. Emeryckie prawo do ulgowego, a może już darmowego przejazdu.

Jadę i patrzę. Niedaleko tego miejsca kiedyś mieszkałem – jak teraz wygląda? Tu – na Tamce – była cukiernia, jako dzieciak mamę naciągałem… Jest jeszcze? Jest, jakby ciut inna, ale jest… O rany, moja szkoła! Nowa dzielnica, nie wiedziałem, a już wiem…

Na pętli zmiana środka lokomocji i – znów turystyka. Park zapamiętany z lat szkolnych, ale jak te drzewa porosły! Warto wysiąść, pochodzić, posiedzieć. Może i z aparatu skorzystać? Kiedyś aparatu nie miał każdy. Teraz cyfrówkę można pożyczyć od wnuka. Bez problemu przegra się obrazy na dysk. Będzie można powspominać. Albo dokładniej porównać z czasem przeszłym. Teraz w internecie jest wysyp fotek Warszawy z dawnych lat… Niektóre obrazy pamiętam, niektóre docierają do mnie pierwszy raz – miejsce zrobienia zdjęcia obejrzę osobiście… Porównam. Poniatowski stał w innym miejscu niż teraz… Kiliński – jak dawniej… Tramwaj jeździł Krakowskim i Miodową..? Na starych zdjęciach – tak, teraz nie ma śladu po szynach…

W parku przy Elekcyjnej stary pomnik generała Sowińskiego. Niedawno przeglądałem książkę o Powstaniu Warszawskim. Są zdjęcia. Na pierwszym planie jakieś wielkie działo i krzątająca się obsługa. Ostrzeliwują powstańcze Stare Miasto. W dymie widać Sowińskiego… Jest betonowa podstawa tamtego działa…

Ładny był ten stadion Skry na Wawelskiej. I baseny, korty, działki… Niszczeje, a pamiętam, jak Woronin setkę tu przebiegł w 10 sekund…

I tak – od rana do popołudnia. Historia przeżyta odżyła, wiedza o mieście odświeżona. Nogi trochę bolą, ale to przecież miłe zmęczenie”…

Wziąłem przykład. Rzeczywiście pasjonujące doświadczenie. Czasem powtarzam więc taką wyprawę przez dzisiejszą Warszawę. I pomyśleć, ileż to w każdym mieście jest miejsc do odwiedzenia w trybie turystyki wypoczynkowej…