„Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów” twierdził Stanisław Lem.

Wy też pewnie spotkaliście się (lub spotkacie nie raz) ze złośliwością, chamstwem i głupotą w sieci. W przypadku niektórych internautów aroganckie zachowania są wyjątkowo intensywne i natarczywe, zupełnie jakby uszczypliwości stanowiły ważny element ich działań. Często nazywa się ten typ użytkowników Internetu trollami. Co jednak dokładnie oznacza to określenie?

Typowy troll internetowy nie ma tak naprawdę wiele wspólnego ze swoim mitologicznym imiennikiem – skandynawskim stworem zamieszkującym lasy. W rzeczywistości niewiele różni się od innych użytkowników sieci: buszuje w Internecie, udziela się w dyskusjach, przegląda obrazki i filmy, być może prowadzi bloga. Przeciętniak, na pierwszy rzut oka. Jeśli jednak przyjrzymy się bliżej, dostrzeżemy jego dwie najważniejsze cechy – kłótliwą naturę i zamiłowanie do prowokacji.

Pamiętajmy, że nie każdy internetowy awanturnik walczący o swoje zdanie zasługuje na miano trolla. Trollowanie to zajęcie szczególne – niemal misja – a nie jednorazowy wybryk. Zajęcie, które wymaga energii, czasu, zacietrzewienia i zwykle niezbyt szlachetnych pobudek.

Trollowanie – sztuka bezsensownej kłótni

Wzorowy troll internetowy uprawia tzw. trollowanie (wyraz pochodzący od ang. „trolling for fish” – metody łowienia ryb na haczyk), czyli prowokacyjne zachowanie w celu wywołania scysji. Zwykle polega na zamieszczaniu kontrowersyjnych, obraźliwych lub ośmieszających treści na forach dyskusyjnych, czatach, w komentarzach i innych miejscach na Internecie, w których toczą się rozmowy. Mechanizm jest prosty: winowajcy awantur publikują informację-przynętę – „zarzucają haczyk” – i czekają na odzew. Każdorazowa reakcja to woda na młyn dla trolli, prowokująca do kolejnych złośliwości i obelg.

Z obserwacji zachowań internetowych wynika, że za trollowaniem z reguły nie kryje się żaden głębszy sens. Jest uprawiane dla przyjemności.

Uwaga, troll!

Zazwyczaj osoby z zamiłowaniem do sporów można łatwo rozpoznać, m.in. dlatego, że same lubią podkreślać swoje motywacje. Dodatkowo do zdemaskowania trolla może posłużyć lista kilku charakterystycznych „sposobów na udany trolling”:

– brak konsekwencji na przestrzeni dyskusji (np. przeczenie samemu sobie);

– stawianie siebie w roli ofiary i nazywanie innych trollami internetowymi;

– konfabulacja dotycząca zarówno swojej osoby (np. zmyślone wykształcenie i wiek budujące autorytet), jak i przekazywanych treści;

– megalomania i traktowanie innych z góry;

– ostentacyjne łamanie zasad (netykiety, jak również regulaminu danej strony);

– umyślne wyrażanie odmiennego zdania (np. przekazy antyreligijne na forum katolickim);

– używanie argumentów ad personam.

Nie karmić trolla

Nie ma sprawdzonych sposobów na unikanie internetowych trolli – można się na nie natknąć w każdym zakątku sieci, nawet na Facebooku. Jest więc całkiem prawdopodobne, że biorąc udział w jakiejś dyskusji, trafimy na te niesympatyczne stworzenia. Im szybciej zostaną zdemaskowane, tym lepiej, gdyż najlepszym sposobem na obronę jest… ignorowanie zaczepek. Każda kolejna reakcja z naszej strony to dodatkowy argument na podtrzymanie konfliktu, dlatego najlepiej czym prędzej ugryźć się w język. Dzięki naszemu opanowaniu troll szybko się zniechęci i przeniesie zainteresowanie na inną dyskusję.

W slangu internetowym przyjęło się, że trolli nie należy „karmić”, czyli wdawać się z nimi w jakąkolwiek wymianę zdań. Zazwyczaj stosowanie tej słownej głodówki przynosi bardzo szybkie efekty.