W bagażu statku wysłanego w końcu lipca do międzynarodowej stacji kosmicznej znalazły się prezenty. 31 sierpnia kosmonauta Paweł Winogradow będzie tam obchodził sześćdziesięciolecie. 

Definicje starości różnią się. Według niektórych, 60 lat to początek. Mnie przekonuje ta przewrotna, która głosi, że starość jest dalszym ciągiem młodości… Przypuszczam, że Rosjanin obchodzący sześćdziesiątkę w kosmosie, zgodziłby się z takim opisem swego etapu życia. Nie czuł się stary, kiedy w kwietniu wyszedł ze stacji i wykonywał zadania w przestrzeni w czasie tzw. spaceru kosmicznego. Może łatwiej mu, kiedy zamiast obciążonego niedobrymi wyobrażeniami słowiańskiego słowa starość, amerykańscy koledzy mówią: senility

Sześćdziesięciolatek pracujący w kosmosie być może skłoni do zastanowienia ekspertów Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), którzy klasyfikując populację planety, starość zaczynają od sześćdziesiątki. Inni w tej samej organizacji bramę do starości stawiają na 65 latach. Rozbieżność ta odzwierciedla chybotliwość poglądów na to, jaki wiek oznacza starość.

Tymczasem rozrost grupy ludzi zaliczanych przez WHO do tej kategorii był niezwykle przyspieszony w ostatnich dekadach XX wieku i wciąż nabiera tempa. A tu jeszcze okazuje się, że „WHOowską starość” można osiągnąć w kosmosie… W Polsce ludzi, którzy przekroczyli wiek, do jakiego Winogradow doleci w przestworzach, jest już siedem i pół miliona! Przesunięcia w latach „przedłużonej młodości” odczuwam udziałem w mnożących się uroczystościach „osiemdziesiątek”… Imprezują roczniki trzydzieste XX wieku. A w każdym „osiemdziesiątki” dożywa dziś po dwieście kilkadziesiąt tysięcy osób. Jubileusze młodszych, siedemdziesięcioletnich profesorów, hierarchów kościelnych, polityków, mają mniejszy rozgłos, niż „osiemnastki” maturzystów…

Metryka metryką, ale jakże wiele zależy od nas samych – powiedzmy – zaawansowanych w życiu dojrzałym, senioralnym. Można wszak w wieku 60+, 65+, 70+ itd. domagać się poszanowania swej starości i cieszyć się z życia, można też nią prześladować siebie i otoczenie… Pewien mój znajomy pokazuje się na jednym z portali społecznościowych jako człowiek bezradny wobec mijającego czasu i demonstracje rozpaczy podpiera cytatami literackimi w rodzaju: „Starość jest jednak upodleniem (…). Wszędzie szkaradna tragikomedia ludzkiego rozpadu (…).” Potwierdza to znaną prawdę, że największym wrogiem ludzi jest samotność. Inną prawdą jest ta, że człowiek nawet sam ze sobą nie musi być człowiekiem samotnym. To również można by podeprzeć cytatami literackimi…

Jak wiele zależy od własnej osobowości, dowodzi przykład mojej przesympatycznej teściowej. Gdybym był na urodzinach Winogradowa, to przywołałbym o niej anegdotkę i wyszedłby z tego tzw. gruziński toast. Kiedy podchodziła pod osiemdziesiątkę, sprawiła sobie płaszczyk – demi-saison, według najnowszej mody, w kolorze mocnej czerwieni. Wyglądała w nim świetnie i tak się też czuła. Aliści jedna z siostrzenic, delikatnie zaczęła: – Ciociu, czy jednak ten kolor, w tym wieku… A moja teściowa ucięła natychmiast: – A kiedy będę w takim chodziła? Jak będę stara?!