Jak zahipnotyzowani wpatrują się w spławiki leżące na błękitnym lustrze wody. Cierpliwi, spokojni, czekają na moment, kiedy trzeba będzie poderwać wędkę i wyciągnąć z wody taaaaką rybę albo …. pusty haczyk. Łowią w rzekach, jeziorach, stawach, morzach. Potrafią wstać w nocy, aby zająć dogodną pozycję. Nie zwracają uwagi na warunki atmosferyczne. Przyświeca im jeden cel – złowić jak największą rybę.

Jan Smagieł mieszka w Gdańsku. Najmłodsze lata spędził jednak nad Wisłą na Lubelszczyźnie i jak większość chłopców z nadrzecznych wsi łowił ryby. Dziś opowiada o tych latach z uśmiechem. Wędki były bardzo prowizoryczne, najczęściej robione samodzielnie. Razem z rówieśnikami oczekiwał listonosza. Ale nie korespondencja była celem spotkania z pocztowym pracownikiem. Młodzi wędkarze kupowali od niego haczyki. Był to raczej handel wymienny, gdyż walutą były jajka podebrane z domowych kurników.

Po przeprowadzce z rodzicami na Wybrzeże ciągnęło go do wędkowania. Zabierał ze sobą młodszego brata, który nie podzielał jednak jego pasji.

Dziś, już na emeryturze, może bez ograniczeń oddawać się swemu hobby. Jan ma na swoim koncie wiele nagród – trofeów konkursów wędkarskich.

Wspólna pasja tworzy przyjaźnie. Wędkarze spotykają się całymi rodzinami, bo często i żony, i dzieci połykają tego bakcyla. Corocznym obowiązkowym celem wakacyjnym wędkujących przyjaciół jest ośrodek wypoczynkowy koło Bytowa na Kaszubach. Panowie oddają się swojemu hobby, a małżonki zajmują się kuchnią, podając ryby przygotowane na wiele sposobów, często z dodatkiem grzybów dopiero co przez nie zebranych. Nie wszystkie złowione trofea trafiają na patelnię. Często się już zdarza, że po wspólnej fotografii ryby wracają do wody.

Jan Smagieł i... taaaaka ryba! Fot. archiwum rodzinne

Jan Smagieł i… taaaaka ryba! Fot. archiwum rodzinne

Mieszkając w Gdańsku, wędkarze mają okazję łowić śledzie, które całymi ławicami wpływają okresowo do zatoki i dalej, do ujścia rzek. Zarzuca się wędki, stojąc na brzegu lub korzystając z oferty zaprzyjaźnionego szypra, by popłynąć głębiej w morze na kutrze. Połów tych znakomitych morskich ryb odbywa się specyficznie. Na wędce zawieszonych jest kilka haczyków, na które jednocześnie łapie się wiele sztuk. Satysfakcja murowana, bo do domu z takiej wyprawy wraca się z kilkoma kilogramami śledzi. Kiedy tuż po połowie znajdą się usmażone na talerzu, smakują wybornie. Próbowałam.

Jan potrafi godzinami opowiadać o swojej pasji. Pokazuje zdjęcia ze swoich wypraw. Demonstruje sprzęt, który zmienia się i nie przypomina już zwykłego kija z haczykiem i spławikiem, wykorzystywanego w dzieciństwie. Marzeniem każdego wędkarza są łowiska w Skandynawii. Jan już w czerwcu wyrusza z przyjaciółmi do Szwecji. Swoim hobby zaraził też syna. Często wyprawiają się wspólnie na łowy, oddając się rodzinnej już pasji.