Akcja-Inspiracja: zapraszamy do lektury fragmentu powieści Ryszarda Uchty “Niebieski ptak”.

Na jednej z lekcji języka polskiego, pani profesor przeczytała moją recenzję z obejrzanego podczas klasowej projekcji filmu – była zbulwersowana. Wybrała tak na chybił trafił z całego stosu innych (dlaczego akurat chybił trafił, to ja???), dopiero co napisanych, jeszcze ciepłych prac. Bulwers pani profesor podyktowany był nie tyle może samym, użytym przeze mnie, słowem, ile faktem, w stosunku do jakiego filmu bolesne słowo znalazło zastosowanie: przecież to był w końcu “Popiół i diament”. Jak mógł ktoś w taki sposób o tym filmie napisać, jak mógł znaleźć się w jej klasie ktoś, kto o tym filmie nie napisał w superlatywach, nie wychwalał pod niebiosa wspaniałego kunsztu aktorskiego Zbigniewa Cybulskiego, że nie wspomnę już samej treści filmu i jego przesłania… Tego nasza pani nie potrafiła w żaden sposób pojąć.

– Wyjaśnij nam, proszę, co oznacza słowo: “przynudzał”, skąd w ogóle wziąłeś takie słowo? – jakby nie wiedziała.

Zaraz..! “Nam”..?! Czyli komu jeszcze? Czyli kto jeszcze tego słowa nie rozumie? Że niby klasa nie rozumie? To skąd na szkolnych korytarzach ciągle się słyszy: “Dobra, stary, nie przynudzaj…”, “Spadaj, nie przynudzaj…” itp. Rozejrzałem się po klasie: jedni dostrzegli nagle coś ciekawego za oknem, innym z kolei bardzo podobały się ściany i oglądali je z takim zainteresowaniem, jakby miast na Wawelu, na nich arrasy wisiały; jeszcze inni wbili tępy wzrok w ławkę – nikt nie spojrzał w moją stronę… Tylko ona, pani od polskiego. Co miałem jej powiedzieć, że nie mam bladego pojęcia, o czym się produkuje od początku lekcji…, od początku roku; że nie dotarło do mnie ani jedno jej słowo? Nie mogę powiedzieć, że jej nie słuchałem, słuchałem – jej głosu – bo myślałem zupełnie o czym innym.

Marzyłem o przygodach, które przeżywali bohaterowie głównie Karola Maya. O światach dalekich, znanych mi tylko ze stron przeczytanych książek. Ciągle widziałem wśród tych bohaterów – szczególnie zaś bohaterek – pośród co piękniejszych indiańskich squaw, a przede wszystkim, co przychodziło mi o wiele łatwiej, wśród kowbojek… moją panią od polskiego. Nosiła przecież jeansy, wystarczyło więc “ubrać” do nich buty z ostrogami, skórzaną katanę z frędzlami na rękawach, kapelusz na skórzanym troku zsunąć na plecy i “posadzić” na rączego ogiera maści koniecznie czarnej.

Niejednokrotnie podczas czytania łapałem się na tym, iż nie mam pojęcia, o czym traktuje dany rozdział, bo myślę o rozwianych, kasztanowych włosach pani od polskiego, pędzącej przez prerię w stronę zachodzącego słońca… Innym razem zastanawiałem się, dlaczego wciąż jest taka smutna – do dziś widzę to jej smutne, wyczekujące, a w końcu zrezygnowane spojrzenie, kiedy czekała na moje odpowiedzi podczas lekcji. Dlaczego tak rzadko się uśmiecha, a jeśli już, to dlaczego tak smutno – może po prostu dlatego, że musi się użerać z takimi nieukami, jak ja..?

Toteż nie wyjaśniłem, w ogóle nic się nie odezwałem. Chciałem jej ułatwić, pozbawić ewentualnych wyrzutów sumienia, aby za tak “wyczerpujące” objaśnienie bez żadnych skrupułów mogła wystawić mi odpowiednią ocenę: 2, w skali od 2 do 5. No dobra, ale ja to napisałem, starałem się wyjaśnić, przytaczając odpowiednie motywacje dla określenia “przynudzał”… Właśnie, ja to wszystko wyjaśniłem we wspomnianej pracy pisemnej, więc dlaczego chciała jeszcze ustnie? Do dziś nie bardzo rozumiem, po co tak się człowiek starał, skoro i tak moje oceny z polskiego były niezmienne. A może pani profesor nie zdołała mi dokładnie przekazać wiedzy (przecież jej słuchałem), jak powinno pisać się recenzje z wdrażanego przez ówczesny program materiału…

______________________________________________________

Ryszard Uchto: Niebieski ptak. Wydawnictwo Radwan, Tolkmicko, 226 str., cena 22,05 zł

Czytaj także o tym, jak to się stało, że Ryszard Uchto napisał powieść!

Podziel się z nami swoją historią!