Na przygody nigdy nie jest za późno, dowodzi historia Juliji Michajluk, najstarszej podróżniczki z Rosji.

72-letnia cyklistka odbyła swoją pierwszą rowerową podróż po pięćdziesiątce. Po przejściu na emeryturę zdecydowała, że nie chce bezczynnie spędzać czasu wolnego i jako była nauczycielka w-fu preferuje aktywny tryb życia. W ten sposób narodziły się jej plany na drugą młodość.

Od tamtej pory zjeździła ojczyznę wzdłuż i wszerz, pokonując podczas 16 długotrwałych wypraw aż 100 tysięcy kilometrów. Na rowerze dojechała między innymi do Jakucka, Pietropawłowska Kamczackiego i Jużnosachalińska, a każda jej podróż zaczynała się w rodzinnym mieście Twer. W 2012 roku zgotowała sobie nowe wyzwanie – postanowiła przekroczyć granice Rosji, wyznaczając metę w… Paryżu. Nie był to jednak wybór na chybił trafił. Pani Michajluk ekspedycją postanowiła uczcić dwusetną rocznicę zwycięstwa Rosjan nad Francuzami w 1812 roku, a trasę zaplanowała tak, by odwiedzić miejsca najsłynniejszych bitew – m.in. Borodino, Małojarosławiec, Smoleńsk, Wiaźmę. W drodze do Francji przecięła Białoruś, Polskę, Niemcy i Belgię. Zapytana przez media o to, czy denerwuje się przed swoją pierwszą wyprawą wzdłuż Europy, odpowiedziała że da sobie radę. Doświadczenie zdobyła w końcu w trakcie swoich poprzednich wycieczek. W szkole uczyła się angielskiego i niemieckiego, więc nie będzie miała problemów z porozumieniem się z obcokrajowcami, a trasę zaplanowała co do centymetra, toteż na pewno się nie zgubi.

Julija Michajluk zawsze podróżuje w pojedynkę. Oprócz roweru ma przy sobie jedynie namiot, śpiwór i niewielki pakunek z żywnością. W ciągu dnia przejeżdża średnio 150 km, robiąc półgodzinne postoje tylko wtedy, gdy nadejdzie pora posiłku. W miarę możliwości stara się spędzać noce pod dachem, korzystając z uprzejmości obcych ludzi, ale zdarza się, że zmrok dopada ją w środku lasu czy na szczerym polu. Wyborowemu podróżnikowi niestraszne żadne niedogodności.

Pomiędzy ekspedycjami pani Michajluk przejeżdża codziennie 80 km, by nie wyjść z formy.

Wszyscy mówią, że powinnam siedzieć z moimi wnukami i cerować ich skarpetki… ale moje synowe są innego zdania. Mówią: Julijo Iwanowna, jesteśmy tak szczęśliwe, że mamy tak wspaniałą mamę – zwierzyła się cyklistka na antenie Pierwyj kanał.