Przeglądasz oferty biur podróży i kręcisz głową z niedowierzaniem, czytając ceny? Nie rezygnuj z marzeń! Jeśli nie potrzebujesz luksusów i możesz zarzucić plecak na ramiona, ten tekst jest dla Ciebie. 

Od kilku lat podróżuję za niewielkie pieniądze, wciągając w to moich przyjaciół, również tych w wieku 55+. Najpierw jest myśl, czasami zauroczenie jakimś zdjęciem, tekstem, obrazem, opowieścią, a potem… decyzja – muszę to zobaczyć.

Kiedy jechać?

Wybieramy terminy poza sezonem, bo wtedy kupujemy najtańsze bilety lotnicze, za noclegi płacimy po kilka lub kilkanaście euro, poza tym nie ma tłumów turystów, obezwładniającego upału. Latamy najczęściej w styczniu czy lutym, wybierając europejskie południe. Jest szansa na ciepełko i faktycznie, kiedy u nas temperatura –20 stopni, w Barcelonie czy Rzymie jest +15.

Jak szukać tanich biletów?

Już w listopadzie zaczynam polowanie na bilety, wchodząc na stronę taniego przewoźnika z namalowanym Ikarem na ogonie. Ta linia, jak dotąd, nigdy nas nie zawiodła. A można trafić na rewelacyjne ceny. W ubiegłym roku bilet w obie strony do Rzymu kosztował ok. 160 zł. Ze wszystkimi opłatami. Lecieliśmy co prawda z Łodzi i trzeba doliczyć koszt przejazdu pociągiem (w naszym przypadku), no i 3 euro na dojazd z lotniska w Campino do centrum Wiecznego Miasta, ale mimo to cena jest atrakcyjna. Swoistym rekordem był zakup, kilka lat temu, biletu na przelot z Girony do Paryża za 5 euro.

Jeśli wymarzyliśmy sobie miejsce dokąd nie lata bezpośrednio nasza ulubiona linia lotnicza, szukamy możliwości lotu łączonego. Jak dotąd korzystaliśmy z Barcelony lub Girony jako portów przesiadkowych. Tak kiedyś lecieliśmy do Paryża, kiedy nie było jeszcze bezpośredniego połączenia z Polski do Beauvais, podparyskiego lotniska tanich linii. Dolecieliśmy z Poznania do Girony koło południa. Zwiedziliśmy przecudnej urody miasto i wieczorem wróciliśmy na lotnisko, aby znów wsiąść do samolotu. W tym roku przez Barcelonę, gdzie spędziliśmy dzień, ruszyliśmy do Palmy na Majorce. Wcześniej przez stolicę Katalonii leciałam do Santiago de Compostela.

Gdzie spać?

Kolejny etap to rezerwacja noclegów. Śpimy w hostelach. Są strony internetowe, gdzie można zarezerwować miejsca, wpłacając 10% wartości. Tu jest zasada, że czym bliżej daty przybycia na miejsce, tym taniej. Nie warto się spieszyć. Poza sezonem ceny kształtują się od kilku do kilkunastu euro za noc. Tego roku w Barcelonie, w styczniu, w samym centrum, płaciliśmy 7 euro, przy czym dostaliśmy jeszcze śniadanie i kolację w tej cenie. Często się zdarza, że w pakiecie z noclegiem jest śniadanie, ale nie jest to regułą. Jest natomiast zawsze kuchnia, gdzie można sobie posiłki przygotować, zaopatrując się w marketach. Ceny niektórych produktów są porównywalne z polskimi. A miejscowe wina za 1 czy 2 euro mogą konkurować z kupowanymi w Polsce za kilkadziesiąt złotych. Kto chciałby wybrać się na Baleary czy Wyspy Kanaryjskie poza sezonem, niech zajrzy na strony oferujące tanie hotele. Ceny do kwietnia są bardzo atrakcyjne, od kilkunastu do dwudziestu kilku euro za noc.

Niewielki bagaż

Bilety lotnicze wydrukowane, noclegi zaklepane, karta europejskiego ubezpieczenia zdrowotnego w portfelu, to myślimy już o wylocie. Do samolotu możemy wziąć bagaż podręczny, o określonych gabarytach i wadze, więc się „minimalizujemy”. Pakujemy plecaki, zabierając rzeczy tylko najpotrzebniejsze, ubieramy się na cebulę, aby potem pozbywać się warstw, gdy okaże się, że pogoda nam dopisuje.

Tanie zwiedzanie na miejscu

Jesteśmy już na miejscu, zakwaterowani, zaopatrzeni w przewodniki, ruszamy podziwiać miasto. Chcemy obejrzeć jak najwięcej atrakcji. Warto przed przyjazdem wejść na strony internetowe muzeów czy katedr, które zamierzamy odwiedzić. Nie będziemy zaskoczeni ceną za wstęp. W wielu miejscach seniorzy mają zniżkę bądź nie płacą za bilety. Część galerii, najczęściej prowadzonych przez fundacje, ma wstęp wolny.

Sposób na lokalne smaki

Będąc w obcych krajach, chcemy spróbować lokalnej kuchni. Najlepiej szukać knajpek poza centrum. W Mediolanie, kilka ulic od placu ze słynną Duomo, znaleźliśmy miejsce, gdzie za kilkanaście euro zjedliśmy specjały włoskiej kuchni. W Santiago de Compostela, właściwie wszędzie, za ok. 10 euro można zjeść trzydaniowy obiad, tak zwany zestaw pielgrzyma. Do dziś wspominam rewelacyjnie doprawioną zupę z owoców morza – z takiego właśnie zestawu. W hiszpańskiej Galicii, do zestawu obiadowego dodają za symboliczne 1 euro butelkę wina.

Zatem planujmy podróż za niewielkie pieniądze. To, co zobaczymy, czym się zachwycimy, na zawsze pozostanie w nas. A tanie podróżowanie wciąga jak narkotyk.