Najpiękniej prezentuje się od strony prezbiterium. Daleko odsadzone przypory przypominają odnóża ogromnego pająka. Od kilkuset lat przegląda się w szarym nurcie Sekwany – najsłynniejsza świątynia na świecie – katedra Notre Dame de Paris.

Pokazywana w filmach, opisywana w książkach, malowana i fotografowana niezliczoną ilość razy. Jak chyba żadna inna budowla na świecie inspiruje artystów.

Położona na wyspie, jest nie tylko centrum Paryża, ale także środkiem Francji. Od niej mierzy się wszystkie odległości geograficzne.

Budowę katedry rozpoczęto w 1163 roku. W 2013 mija 850 lat od tego wydarzenia. Warto w tym roku wybrać się do Paryża i wziąć udział w obchodach jubileuszu.

Na Dziedziniec Notre Dame docieramy, mijając Hotel de Ville, który wcale nie jest hotelem, i kolejną kolorową karuzelę (Francuzi je uwielbiają). Przed fasadą stoi ogromna bożonarodzeniowa choinka z żarzącymi się lampkami. To akurat styczeń. Zadzieramy głowy, aby ogarnąć wzrokiem całą fasadę. Jest fantastycznie harmonijna. Idealna równowaga pionów i poziomów. Ogromna rozeta unosi się lekko nad ozdobnymi portalami i galerią królów. Tworzy aureolę nad centralnie umieszczoną figurą Matki Boskiej z Dzieciątkiem, stojącą między dwoma Aniołami. Wyżej biegnie pas ażurowych arkad, zasłaniających dolną część wież wieńczących fasadę.

Jest zachwycająca.

Otwarte wrota zapraszają do środka. Wnętrze jest zaskakująco mroczne. Okna nie są wystarczająco duże, aby wypełnić światłem tak monumentalną przestrzeń. Sporą atrakcją są wspaniałe rozety, przez które przebija się kolorowe światło. Nie było ich na pierwszych planach budowy. Dodano je nieco później, kiedy okazało się, że do środka katedry przenika zbyt mało światła. We wnętrzu kłębią się tłumy turystów. Błyskają flesze, trzaskają migawki aparatów, słychać szmer rozmów. Mamy wrażenie, że jesteśmy na jarmarku, nie w świątyni. Wychodzę na zewnątrz, aby zaraz wrócić do środka. Czuję niedosyt. Jeszcze raz przechodzę przez boczne nawy, aby za chwilę obejść prezbiterium, gdzie dostrzegam świąteczną szopkę z postaciami naturalnej wielkości. Przystaje tu wiele osób zwiedzających katedrę. Wracam do nawy głównej. Może uda się usiąść na chwilę, podnieść wysoko głowę i podziwiając sklepienie, zadumać się nad fenomenem średniowiecznych budowniczych.

Wracamy na Ile-de-la-Cite wieczorem. Ogromna bryła świątyni w świetle reflektorów stoi dumna i wyniosła. Może spotkamy tańczącą na placu cygankę Esmeraldę, a zza rogu wyłoni się Quasimodo, Dzwonnik z Notre Dame…