Oto sytuacja, w jakiej zwrot: „nasz drogi dziadek” – słowa, niosące w sobie serdeczność, a nawet miłość, przemieniają się w zimną wartość materialną określaną w jednostkach PLN.

Sytuacja taka powstaje w sferze ubezpieczeń zdrowia, czyli zapewnienia opieki medycznej. Wstukajcie w klawiaturze swego kompa: ubezpieczenia zdrowotne. Otworzy się przed wami świat takich możliwości zapewnienia sobie wszechstronnej opieki medycznej, w którym od samego czytania poczujecie się w lepszej kondycji. A instytucji oferujących usługi jest tak wiele, że sama ich lista dowodzi, że muszą konkurować między sobą i starać się ze wszech sił o pozyskanie podopiecznych.

Czego to nam – potencjalnym pacjentom – nie zapewniają wielkie i mniejsze placówki medyczne, a także banki, które pośredniczą między nami i szpitalami, centrami, przychodniami… Po wpłaceniu składki ubezpieczeniowej – tu też możliwości do wyboru, do koloru i promocji bez liku – mamy szansę m.in. na konsultację lekarzy podstawowej opieki, lekarzy specjalistów, lekarzy pomocy doraźnej, zabiegi pielęgniarskie, podstawową diagnostykę, zabiegi ambulatoryjne, szczepienia przeciw grypie, a nawet pomoc pogotowia ratunkowego oraz zniżki w innych usługach medycznych.

Na końcu oferty – jeszcze jedna „usługa” – zimny prysznic: Wiek osoby, dla której może być kupiony pakiet: 65–75 lat. I jeszcze zimniejszy: Możliwość kontynuowania opieki do ukończenia 80. roku życia.

Konsultanci z tych firm, pytani telefonicznie, co ma zrobić człowiek wiekowy, odpowiadają na ogół, że owszem, są pewne możliwości, a indywidualny wniosek z odpowiedziami na liczne pytania o stan zdrowia zostanie rozpatrzony i usługa odpowiednio wyceniona… Ma się rozumieć – odpowiednio do wieku. A więc zdecydowanie drożej. Bo skoro w jednym z opublikowanych cenników miesięczna składka np. dla wieku 51–55 lat wynosi 239 zł, a dla wieku 56–60 – 280, to dla wieku 61–65 już 343 zł. Każdy dziadek z wiekiem staje się droższy. Babcia jest jeszcze droższa, bo kobiety żyją dłużej.

Niedawno ogłoszono, że 17 proc. ludności Polski to ludzie w wieku ponad 60 lat. Sześć i pół miliona. Prognozy zapowiadają, że ok. roku 2030 jedna czwarta ludności przekroczy sześćdziesiątkę. Czy ubezpieczyciele są gotowi bardziej przyjaźnie potraktować taka masę drogich dziadków i babć?