I podobnie dziadek. To, co jeszcze wiele lat temu funkcjonowało jedynie nieoficjalnie, obecnie staje się coraz częstszą praktyką. Bo młodzi bardzo potrzebują dziadków, a starsi często potrzebują młodych. Nie ma przecież nic cenniejszego niż prawdziwa, nienarzucona więź pokoleń.

Wiele lat temu Marcel Łoziński nakręcił przejmujący dokument „Wszystko może się przytrafić”. Rezolutny sześciolatek śmigający na hulajnodze po parku, zatrzymuje się tu i ówdzie, by rozmawiać. Kto może zasiadać w ciągu dnia na parkowych ławeczkach? Matki z dziećmi w wózkach należą do kategorii spieszącej się, zatem na prawdziwe rozmowy Tomek, bo tak ma na imię sześciolatek, może liczyć w przypadku starych ludzi, którzy się nie spieszą.

Choć sześciolatek był rezolutny, a starsi chętni do rozmowy, zapamiętałam jednak wrażenie przybicia po obejrzeniu filmu. Spontaniczna radość i żywiołowość tryskająca z sześciolatka, nie była w stanie rozproszyć finałowego smutku: rozmowa kończyła się, a starszy człowiek zostawał sam na ławce. A wielu z nich nosiło w sobie tę samotność jak smutek, bez nadziei na zmiany.

A jak by to wyglądało teraz? Może inaczej, bo dzieje się wiele, by starsi ludzie byli mniej dotkliwie sami.

 

Idea niedzielnych obiadów na Sadybie

Niezwykłe działanie będzie odbywać się właśnie na warszawskiej Sadybie. Raz w tygodniu wolontariusz będzie odwiedzać samotnego seniora, by zjeść wspólnie niedzielny obiad. Ale nikt nie będzie oczekiwał oczywiście fundowania przez seniora obiadu! Całością posiłku będzie zajmować się jedna z okolicznych czterech restauracji, które zgłosiły swój ochoczy udział w projekcie.

Niedzielny obiad to zawsze coś szczególnego. Niedzielny obiad z babcią lub dziadkiem to okazja do odbycia podróży w czasie i szansa na zyskanie czegoś cennego. Bardzo możliwe, że do niedzielnych obiadków akcja będzie ograniczać się tylko formalnie. Cóż bowiem stoi na przeszkodzie, by spotykać się na popołudniowej herbatce albo kawie w środku tygodnia?

 

Zaadoptować babcię, zaadoptować wnuka

Po latach Marcel Łoziński nakręcił kontynuację swego filmu. Ale okazało się, że przybyły do parku dorosły już Tomek, nikogo w nim nie spotkał. Toczył tylko rozmowę ze sobą samym z przeszłości.

Dziś ławki w parku są puste, a seniorzy aktywni. Prężnie działają uniwersytety trzeciego wieku, starsi dłużej pracują. Niestety, nie oznacza to, że wielu starszych ludzi nie odczuwa samotności. Nowe realia wymuszają dalekie przeprowadzki młodych, którzy też później zakładają rodziny. W efekcie na świecie żyje wielu osieroconych dziadków i rzesza osieroconych wnucząt. Na szczęście podejmuje się działania, które pomagają łączyć się ponad tradycyjnymi więzami rodzinnymi.

Program adopcji dziadków, realizowany przez Akademię Rozwoju Filantropii w Polsce w ramach projektu „Łączymy pokolenia”, odbywał się kilka lat temu i obejmował działaniem całą Polskę. Oficjalnie dobiegł końca. Ale wcale to nie znaczy, że realnie się zakończył! Ciągle ukazują się ogłoszenia i nawiązują nowe więzi – często bez zbędnych formalności, po prostu z racji „znania się z widzenia”, z którego wynika coś więcej.

Na świecie takie zjawisko nie jest niczym nowym. . W USA to zastępcze babcie uczą samotne młodociane matki opieki nad dzieckiem. Dzięki pomocy ze strony seniorek dziewczęta wracają do szkół, zostawiając swe dzieci pod dobrą opieką dziadków. W Niemczech seniorzy pełnią rolę mediatorów między nauczycielami a młodzieżą, a w Wielkiej Brytanii wnuczęta wystawiają przedstawienia na podstawie autobiografii przyszywanych dziadków. Wspólne warsztaty, na których następuje wymiana umiejętnościami, a nieformalne spotkania „po lekcjach”.

To wcale nie musi być trudne. Wystarczy zajrzeć do okolicznej świetlicy środowiskowej i przysiąść czasem, by pomóc dzieciakom w odrabianiu zadań domowych. Reszta przyjdzie sama. Czasem zaś wystarczy po prostu wyjrzeć za okno.