Jeszcze nieczynne, a już przyjmuje gości. Paradoks? W liczących tysiąc lat polsko-żydowskich stosunkach nie pierwszy i pewnie nie ostatni.

Ten, o którym mowa, jest akurat paradoksem szczęśliwym. Rzadko zdarza się tak, by udostępniano muzealne gmachy przed otwarciem w nich ekspozycji. Rzadko? Może nigdy, może nawet świat nie zna takiego precedensu? A tu nagle, nieoczekiwanie, otwarto dla publiczności – przy okazji 70. rocznicy powstania w warszawskim getcie – gmach, który do tej pory, od czerwca 2007 roku, gdy podpisano akt erekcyjny, można było tylko z rosnącą ciekawością obchodzić w koło, podziwiając wizję architektów z pracowni architektonicznej Lahdelma & Mahlamäki Oy Helsinki i kunszt wykonawców ze spółki Polimex-Mostostal.

Liczące blisko 13 tys. metrów kw. powierzchni muzeum stanęło na ostatnim niezagospodarowanym od czasu drugiej wojny wygonie na terenie Muranowa, przy skrzyżowaniu ulic Anielewicza i Zamenhofa, naprzeciwko pomnika Bohaterów Getta. Ta przestrzeń jak gdyby czekała przez dziesiątki lat na inicjatywę Żydowskiego Instytutu Historycznego. W 2005 roku sprawa była już jasna: muzeum stanie właśnie na tej wielkiej stołecznej łące.

Lepszej lokalizacji nikt z zainteresowanych nie mógł sobie wymarzyć. Co więcej: muzeum, które w założeniu miało korespondować, „nawiązywać dialog” z pomnikiem Bohaterów Getta, sprawiło swoją obecnością, że ów pomnik „urósł”: pozbawiony wielohektarowej przestrzeni, na zmniejszonym placu, stał się bardziej wyrazisty i ważny.

Muzeum jest pełne symboliki. Cytując Wikipedię: „hol przypomina wąwóz, co ma być nawiązaniem do przejścia przez Morze Czerwone znane z Księgi Wyjścia”.

„Ma kolor piaskowy, co jest nawiązaniem do typowej dla wielu warszawskich budowli kolorystyki”. (…)

„Ponieważ muzeum ma prezentować całą historię Żydów w Polsce, a nie tylko okres okupacji, projektant unikał podobieństwa do już istniejących muzeów holokaustu (…). Zgodnie z jego koncepcją budynek ma mieć prostą zewnętrzną formę wpisaną w otaczający je park, czyli skwer. Przeszklenie ma umożliwiać ponadto grę świateł”.

Dziś dostępny jest dla zwiedzających tylko hol i audytorium. Wystawa główna, która zajmie podziemny poziom muzeum, otwarta zostanie na początku przyszłego roku. Złoży się na nią osiem galerii obrazujących tysiącletnią żydowską obecność nad Wisłą. Wszystko wskazuje na to, że świat jeszcze tak znakomitych ekspozycji nie widział…

Ale… do łyżki miodu – łyżka dziegciu. Pośród miejsc już w muzeum osiągalnych jest także bar. Kto zgadnie, co w nim podają? Czulent? Gęsi pipek? Sałatkę galicyjską? Nie! Gołąbki i skrobię… Zapytaliśmy, o co chodzi, zwłaszcza z tą skrobią. Okazało się, że o ryż i ziemniaki. Cóż… Bardziej wyrafinowanych żydowskich potraw ze świecą szukać…

Tekst i zdjęcia: Marek Rudnicki