Pałac w Nieborowie pod Łowiczem to czysta magia.

Nienaganny w swojej siedemnastowiecznej architekturze (dzieło Tylmana z Gameren, rozbudowane w XX wieku przez Romualda Gutta) i kunsztownie zaplanowanej parkowej zieleni (przez Szymona Bogumiła Zuga jeszcze w XVIII wieku, po Gerarda Ciołka w wieku XX), którą przed wojną utrzymywał w porządku jeden tylko, podobno, ogrodnik, jest dawną rezydencją arystokratycznego rodu Radziwiłłów. Jego ostatnim właścicielem był ordynat ołycki, książę Janusz Radziwiłł, senator II Rzeczypospolitej, pan wielki, którego posłowie w ówczesnym, demokratycznym Sejmie, witali powstając.

Po wojnie upaństwowiony, stał się Nieborów oddziałem Muzeum Narodowego w Warszawie i dziś jest miejscem dostępnym dla każdego, kto chciałby zajrzeć do tutejszych, osobliwych wnętrz. Zabytkowych i muzealnych, ale – co jest cechą to miejsce wyróżniającą – wciąż w swym wyrazie prywatnych.

Majątek, zamieszkały do końca wojny przez Radziwiłłów (opuścili go dopiero w lęku przed wyzwolicielami), mimo upływu lat i gruntownej zmiany gospodarza, zachował się w prawie niezmienionym kształcie. Nie został rozgrabiony (strzegł tego przez lata niezapomniany dyrektor Stanisław Lorentz, ale i wierna radziwiłłowska służba) ani też pazernie (chwała dawnym właścicielom) zreprywatyzowany. Jako autentyczne świadectwo przechowuje do dziś wspomnienia dawnych czasów i obyczajów, o których pamięć wszak ulata.

Warto więc przyjechać tu na dość szczególną lekcję naszej historii. Poprzechadzać się po pałacu i parku, podpatrzeć jak dawni mieszkańcy żyli, gdzie i jak jadali, sypiali, pracowali i wypoczywali. Jakie dobra przez pokolenia gromadzili, czym się interesowali, co czytali, jak urządzali wnętrza i jak je dekorowali, jakich sprzętów i naczyń używali, z jakich szklanic i pucharów pijali… Nie wszystko będzie widoczne od pierwszego rzutu oka, ale liczne nieborowskie przewodniki (do kupienia na miejscu) i pracownicy muzeum chętnie niejedną tajemnicę wyjawią. Na pewno na długo zapamiętamy tutejsze osobliwości: antyczną głowę sławnej Niobe, którą poetycko uwiecznił Konstanty Ildefons Gałczyński, czy dziesięć już wieków liczące, kamienne baby, sprowadzone do nieborowskiego parku z dalekich czarnomorskich stepów. A za parkiem – rozległe, Radziwiłłowskie pola, na które podczas okupacji samoloty alianckie zrzucały cichociemnych i broń dla AK.

Wyjedziemy z Nieborowa z uczuciem szacunku i podziwu dla naszej wielce różnorodnej przeszłości. I z odrobiną zadumy nad urokiem dawnych, dobrych czasów.

Tymczasem nowsze czasy wcale nie mniej ciekawie zapisały się w pamięci Nieborowa.

Ale o tym potem…