Krzysztofa Cwynara, wokalistę popularnego w latach 60. i 70.,wszyscy znamy z pięknych piosenek, ale mało kto wie, że od lat pomaga on potrzebującym. Prowadzi Studio Integracji, które zajmuje się terapią śpiewem.

Początki kariery Krzysztofa Cwynara

Krzysztof Cwynar zawsze był wszechstronnym artystą. Nie tylko śpiewał, ale też stworzył wiele piosenek. Jako kompozytor współpracował z Anną German, Ireną Santor, Jerzym Połomskim i wieloma innymi gwiazdami. Bez jego udziału festiwale w Sopocie czy Opolu były nie do pomyślenia. Lista nagród, odznaczeń i medali, jakie w życiu otrzymał, jest bardzo długa i… niebanalna. Począwszy od muzycznych i festiwalowych, poprzez tytuły Kociarza Roku 2005, Ambasadora Innowacyjnych Praktyk Pedagogicznych, Kawalera Orderu Uśmiechu, Zasłużonego Kulturze Gloria Artis (srebrny), aż do Złotego Krzyża Zasługi.

Ale bywało różnie… Kiedy w 1978 roku przyjechał na Festiwal Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu z utworem „Żyj Polsko moja”, powiedziano mu, że piosenka nie wejdzie do konkursu, bo jest… „za nachalnie polska”!

– Zbaraniałem! To gdzie my jesteśmy?! – mówi po latach.

Jego charakterystyczny, czysty, silny głos wyjątkowo pięknie brzmiał w repertuarze patriotycznym, do którego sentyment wyniósł z rodzinnego domu na Kresach Wschodnich.

– Urodziłem się w Wilnie. W 1945 roku przyjechaliśmy do Polski. Tata, który był lekarzem psychiatrą, dostał pracę w szpitalu w Kobierzynie. Całe życie mieszkałem w pobliżu lub na terenie szpitali psychiatrycznych, ale nigdy nie chciałem być lekarzem. Bałem się chorych psychicznie. Pewnie dlatego, że rodzice starali się trzymać mnie od nich z daleka – tak Cwynar zaczyna się opowieść o swoim przeobrażeniu.

Znak od losu

Bo chyba tylko tak, można nazwać to, co stało się, kiedy pewnego razu gościł w „szkole życia” dla osób niepełnosprawnych. Śpiewając, dostrzegł dziewczynę, która reagowała tak, jakby odbierała muzykę całym ciałem. Dowiedział się, że jest niema, niewidoma i… głucha.

– Pomyślałem wtedy, że jeżeli jestem świadkiem jej spotkania ze światem, powtórnych narodzin (bo wcześniej nie wychodziła z domu), to nie mogę obojętnie przejść obok. Nie byłbym artystą, gdybym tej chwili nie chciał zatrzymać, nie spróbował zrobić czegoś, co by na zawsze we mnie zostało. Dostałem znak od losu – opowiada. I dodaje:

– Zacząłem myśleć, jak ożenić sztukę z medycyną. Odważyłem się zebrać ludzi chorych, w najtrudniejszej sytuacji. Uparłem się zaszywać dziury w ich życiorysach muzyką, poezją, rozmową i zaufaniem. Żałuję, że rodzice nie dożyli chwili, kiedy zbliżyłem się do tego świata.

Sprawdź jeszcze: Katarzyna Dowbor opowiada o pracy przy programie „Nasz nowy dom

Studio Integracji

Tak powstało Studio Integracji. Łódzki Dom Kultury przytulił „instytucję pozarządową dla osób niepełnosprawnych ruchowo, upośledzonych umysłowo, bezdomnych, a także dla ludzi wychodzących z nałogów”.
– Podopieczni patrzą w Krzysia, jak w obraz. Jest dla nich świętością. Trudno się dziwić, bo gdy ktoś potrzebuje wsparcia, to on zrobi wszystko żeby mu pomóc – mówi Anna Pietrzak (jedna z wokalistek niezapomnianej „Partity”), która dołączyła do Cwynara.

Na początku nie starali się o dotacje. Najpierw chcieli pokazać, co robią. Było bardzo ciężko. Gdyby nie akceptacja żony Krzysztofa, zaciskanie pasa i pomoc przyjaciół, nic by z tego nie wyszło.

Po oficjalnej rejestracji trochę się poprawiło. Zaczęli dostawać dotacje z PFRON, z czasem doszły do tego granty, zbiórki i darowizny z 1 proc. podatków. Dzięki temu ich podopieczni uczą się emisji głosu, dykcji, poprawnej polszczyzny od profesjonalistów, aktorów, muzyków, piosenkarzy, którymi otacza się Krzysztof Cwynar, zwany przez wszystkich Krzysiem.

– Ludzie ciągle zdrabniają moje imię. Coś w tym jest… Wyszedłem już z młodości, ale ona… nie wyszła ze mnie. Cztery lata temu obchodziłem jubileusz 50-lecia pracy estradowej. Rano, przy goleniu, spojrzałem w lustro i zacząłem się śmiać – golę coraz starszego faceta! Napisałem potem piosenkę „Nie miej żalu”, o tym, że by zdobyć mądrość, trzeba przeżyć wiele lat – opowiada.

Ekipę Studia Integracji tworzą z nim Anna Pietrzak (zajmuje się stroną muzyczną) i Małgorzata Grzesiak (prowadzi zajęcia, dobiera repertuar i pomaga we wszelkich sprawach organizacyjnych).

Obie mają w sobie to samo ciepło.

– Ta praca daje nam dużo satysfakcji. „Dzieci” to często są artystycznie piękne dusze – zwierza się Anna.

Czytaj również: Krzysztof Cwynar: Najważniejsi zawsze byli dla mnie ludzie

Terapia śpiewem

Krzysztof stara się, aby na scenie każdy miał chociaż kawałek piosenki. Traktuje śpiewanie, jak zabieg terapeutyczny.
I to daje efekty.

– Kiedy Dorotka wiele lat temu pojawiła się w studiu, miała autyzm i porażenie mózgowe, nie mówiła. Teraz nie tylko mówi, ale także śpiewa. Co więcej, zna wszystkie teksty. Gdy zapomnę jakiejś linijki, ona podpowiada
– śmieje się Cwynar.

– Krzyś przyjąłby do studia nawet kogoś, kto wcale nie wydaje z siebie dźwięku. Ale wtedy Małgosia się denerwuje, bo w projektach jest wymóg, że „oni muszą śpiewać”. Żeby tak było, zatrudniamy logopedów, psychologa, załatwiamy aparaty słuchowe – opowiada Anna Pietrzak.

Spotkania odbywają się od poniedziałku do piątku. Podopieczni studia, którzy mają trudne życie i często brak perspektyw na przyszłość, tego potrzebują. Tu znaleźli azyl. Mogą zrobić coś wspólnie, pomóc sobie i innym, a w złych momentach liczyć na wsparcie. Z tego współdziałania biorą nową pewność siebie oraz przekonanie, że i dla nich jest miejsce w społeczeństwie.

Razem nie tylko na scenie

Krzysztof Cwynar ma dar pisania pięknych tekstów. Spektakle i piosenki wykonywane przez podopiecznych, są w większości jego autorstwa. To on napisał takie utwory jak „Znaki drogowe”, „Szukam drogi”, „Brat miłości” oraz musicale „Bliżej nieba” o najnowszy – „Inni, to nie znaczy winni”.

Sam wciąż śpiewa i nagrywa płyty. W tym roku wytwórnia Warner Music wydała jego płytę „Zawstydzona”. Jednak teraz wszystkie działania artystyczne Krzysztofa Cwynara są związane ze Studiem Integracji.

– Muszę pozostać wierny tym, dla których je założyłem. To nie jest „jednorazowa dobroczynność”. Staram się być z nimi nie tylko na scenie. Każdy człowiek, z którym się spotykam, to mój kolejny egzamin. Nagrałem też płytę z bezdomnymi. Zespołu już nie ma, ale ja się cieszę, bo im pomogłem. Część z nich ma już własne mieszkania i pracę. Trzeba rozejrzeć się za następnymi potrzebującymi – mówi.

Zobacz jeszcze: Wszystkie twarze Beaty Tyszkiewicz

Wędrująca miłość

W latach 90., kiedy papież apelował do artystów, aby pomogli mu w dziele porozumienia między ludźmi, Krzysztof nagrał płytę „Znak wędrującej miłości”, którą później wraz z innymi podarkami wręczono Janowi Pawłowi II. Wydał też płytę „Santo subito”. Promujący ją spektakl o wymowie religijnej jest wołaniem o budowanie porozumienia.

– Nie jestem dewotem. Po prostu sądzę, że tylko wędrująca po świecie miłość może ludzi przekonać do współdziałania. Szukam tych, którzy zajmują się budowaniem, a nie burzeniem. Warto iść w tym kierunku, nawet za cenę upokorzenia czy biedy. Bez rozgłosu, bez braw. Zasłużyć na aprobatę tych, którym się poświęciło. Wiem, że nie uratuję świata, ale staram się działać w myśl powiedzenia, że jeśli zrobi się coś dla jednego człowieka, to trochę tak, jakby ten świat się ratowało.

Studio Integracji powstało niejako przeciwko złu, jakie dzieje się na świecie. To jest taka podpowiedź dla społeczników i polityków, żeby może kiedyś zamienić cały kraj w Studio Integracji – podsumowuje Krzysztof Cwynar.

Autor: Danuta K. Gruszczyńska

porady zza lady