W ramach V Łódzkich Senioraliów we wtorek (15 maja) o godzinie 11  w Pałacu Biedermanna w Łodzi (wejście od ul. Franciszkańskiej 3 ) zostanie zorganizowane spotkanie z autorkami książki „Srebrne tabu. Przyjaźń, miłość i seks w wieku dojrzałym” Moniką Kamieńską i Moniką Mularską-Kucharek. Wstęp na spotkanie jest wolny. Prezentujemy fragment książki – wywiad z Krystyną Sienkiewicz.

Monika Kamieńska:  Warszawa, malutka klimatyczna ulica Płatnicza i… cudowny domek, otoczony liliowymi koreankami, wita mnie radośnie, mimo deszczu. W progu dwa cudownej urody psy rasy mieszanej cieszą się na mój widok. Na ścianach niezliczone ilości drobiazgów, aniołków, rysunków, obrazków, koroneczki, figurki… cały magiczny świat uśmiechniętej od ucha do ucha, pachnącej wiosną Krystyny Sienkiewicz. Siadamy w starych fotelach przy ceramicznym kominku. Na moich kolanach natychmiast przysiada „Stefcia Rudecka” rudej maści słodka sunia. Przy filiżance pysznej owocowej herbatki rozpoczynamy rozmowę o radości życia, przepisie na udane życie i o tym, czym dla Pani jest słowo „starość”?

Krystyna Sienkiewicz:  Ja nie jestem stara, ja się staram.

M.K. A co się mieści w tym pojęciu: „staram się”?

K.S. Przede wszystkim nie umiem siedzieć i nic nie robić, ja muszę pracować. Byłam trzy tygodnie w szpitalu po udarze. Każdego dnia rysowałam anioły. Przychodzili do mnie różni lekarze i nie mogli się nadziwić temu, co robię. Mówiłam jeszcze wtedy marnie i słyszę, jak jeden lekarz mówi do drugiego: „Patrz Janek, co ta kobieta robi… co my wiemy o udarze?”

M.K. Czyli totalne zaskoczenie?

K.S. Tak, zadziwienie, jak można funkcjonować po udarze, jak można tak szybko wracać do sprawności.

M.K. Czy to nie jest tak, że chęć życia i wewnętrzna energia, a także determinacja, powodują wyzwolenie jakiejś nadludzkiej siły, która przywraca nas do świata aktywności i zdrowia?

K.S. Wszystko jest gimnastyką. Mogę na przykład z tego fotela wstać i pokazać, jaka jestem sprawna. Mobilizuję się, wstaję, chodzę, spaceruję, śpiewam… to moja gimnastyka codzienna.

M.K. Jest Pani postrzegana jako osoba wyjątkowo dynamiczna?

K.S. Tak, ja jestem siłaczką, dlatego że miałam straszne dzieciństwo. Jeremi Przybora mówił, że miałam „bachorstwo”. I dlatego od razu byłam silna. Byłam dzieckiem, które mówiło, pisało i czytało w wieku czterech lat. Nauczyła mnie tego moja mama nauczycielka. Nie dlatego, że mnie zmuszała, nie, ja sama chciałam. Brałam książki, oglądałam fotografie. Jeśli ktoś był na zdjęciu sam – mówiłam: Czemu on lub ona jest samotny czy samotna? Przecież jest im smutno i dorysowywałam im żony i mężów. Miałam w sobie taką potrzebę uszczęśliwiania innych.

M.K. A miewa Pani tzw. „dołki”?

K.S. Oczywiście, każdy ma, ale najważniejsze jest, by mieć siłę wyjść z dołka, a potem szybko ten dołek zasypać, zakopać. A wie Pani dlaczego? Żeby nie wpadł w ten dołek ktoś inny. To jest konieczność. Dlatego właśnie pomagam ludziom, a ludzie pomagają mi. Czy jestem gościem, czy gram koncert, to zawsze jest obustronny przepływ energii. Ja daję ludziom swoją energię, a oni oddają mi swoją. Potem sobie siedzimy i – ja tak mówię – „ciumkamy sobie”, czyli rozmawiamy o tym i o owym. Rysuję, podpisuję książki i z wszystkimi się całuję. Jeśli zdarzy się ktoś starszy ode mnie, co jest bardzo rzadkie, to całuję go w rękę, tak wychowano mnie w domu.

M.K. Tak, to bardzo ważne, żeby wychowanie wynieść z domu, dzisiaj się o tym tak często zapomina. Mnie także uczono szacunku do starszych, do nauczycieli, uczono mnie, że należy pomagać innym,

K.S. Pamiętam także, że ogromną wagę mama przykładała do odpowiedniego zachowania się przy stole, podczas posiłków. Pilnowała, żeby nie „siorbać”, dobrze ręce układać, nie wstawać od stołu, zanim starsi nie pozwolą. Dzisiaj mało kto o tym pamięta.

M.K. Dzisiaj w niepamięć odchodzi powoli słowo „kindersztuba”. Mnie jeszcze jej uczono, jak również szacunku do ludzi i do zwierząt. Działania na rzecz innych, potrzebujących, są i mnie bardzo bliskie. Pewnie nie raz zdarzało się, że zatrzymała się Pani i pomogła choć dobrym słowem, podaniem ręki drugiemu człowiekowi?

K.S. Jestem ambasadorką schroniska dla bezdomnych zwierząt w Milanówku Polesiu. Jest tam dwieście trzydzieści zwierząt. Opiekuję się nimi, wspieram finansowo, „wiję im gniazdka”. Czasem ktoś mnie pyta czemu ja nie mam pieniędzy? Jak to? Ja mówię, że mam dużo pieniędzy, całe życie ciężko pracowałam, a teraz pomagam innym. Mnie po wojnie nie zostało nic. Musiałam wszystko odbudować od podstaw. Musiałam „odrosnąć”. Moja babcia Ludwika spod Grodna przygotowywała mi podobno wielki kufer z posagiem. Ja tego nie pamiętam, ale gdy stałam się sławna ludzie zaczęli mi przysyłać fotografie mojej rodziny, pisali do mnie listy i stąd wiem o tym kufrze. Babcia kufra mi nie dała, to ja kupiłam sobie piętnaście kufrów, bo ja jestem chora na tzw. „nieuleczalne dzieciństwo”. A po wojnie zwyczajnie musiałam wszystko, co miałam odzyskać. Odzyskiwałam więc lalki, drobiazgi, książki etc. Teraz to wszystko jest tu, w moim ukochanym domu. To już taki mój znak rozpoznawczy – tysiące bibelotów, z których każdy ma wartość emocjonalną i swoją historię.

M.K. Czyli jest w tym trochę prawdy, że dopóty jesteśmy młodzi, dopóki żyje w nas dziecko? Dokąd możemy się cieszyć z rzeczy małych? Ja na przykład, jadąc dzisiaj do Warszawy, byłam przygotowana na fatalną pogodę. A tu na autostradzie zaskoczyło mnie słońce – i ja tak uśmiechałam się do tej pogody i cieszyłam się, że prognoza się nie sprawdziła. Podziwiałam niebo i prześwitujące przez chmury promienie słońca. Czasem tak trudno jest dostrzec małe radości i małe, ale piękne chwile prawda?

K.S. Właśnie tak jest. Nie można skupiać się na problemach, chorobach, złych rzeczach. Po co gromadzić taką energię? Trzeba myśleć o tym, co dobrego ma się w życiu do zrobienia. Radość i dobro, którym podobno emanuję daje mi chyba tę moc, dzięki której pokonuję choroby i trudności, które nikogo nie omijają. Ważna jest też, moim zdaniem, umiejętność dzielenia się „sobą” z innymi.

Spotkanie z autorkami “Srebrnego tabu”

Wywiad przeprowadzono i nagrano w dniu 27.11.2016 r. Całą rozmowę można przeczytać w książce „Srebrne tabu. Przyjaźń, miłość i seks w wieku dojrzałym” M. Kamieńskiej i M. Mularskiej-Kucharek (Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego 2018). Książka zawiera wywiady m.in. z Teresą Lipowską, Krystyną Sienkiewicz, Krystyną Mazurówną, Zofią Suską, oraz porady eksperckie na temat poprawy jakości życia osób starszych. O tym, jak spełniać swoje marzenia i dbać o codzienną aktywność opowiadają postaci kojarzone z telewizji, a także zwykli ludzie, którzy dzielą się swoimi pasjami podróżniczymi, literackimi i teatralnymi.

Z autorkami książki będzie można się spotkać podczas V Łódzkich Senioraliów we wtorek (15 maja) o godzinie 11  w Pałacu Biedermanna w Łodzi (wejście od ul. Franciszkańskiej 3 ).

Po spotkaniu zostanie zorganizowana wycieczka z przewodnikiem po niedostępnych na co dzień zakamarkach Pałacu Biedermanna, a o  historii oraz wnętrzach t obiektu opowie Dariusz Klemantowicz. Wstęp wolny.