Święta po polsku dla wielu oznaczają wspólne biesiadowanie przy stole od rana do nocy. Nie ma wątpliwości, że stół od momentu, gdy na dobre zagościł w domostwach, stał się elementem, który jednoczy. Dzięki posiłkom spożywanym razem zacieśniają się więzi rodzinne. Niestety, coraz częściej kończy się tak, że zacieśnianie więzi oznacza popuszczenie paska w spodniach.

Jak sprawić, by w styczniu Święta kojarzyły nam się z miłymi chwilami spędzonymi z najbliższymi, a nie z dodatkowymi, zupełnie niepotrzebnymi, kilogramami ciała, z którymi teraz przyszło nam walczyć? Czy trzeba totalnie zmieniać swoje świąteczne przyzwyczajenia, by za chwile radowania podniebienia płacić własnym zdrowiem? Zdecydowanie nie! Wystarczy kilka drobnych zmian, a efekt będzie niesamowity. Co więcej, ważne, żeby wziąć je sobie głęboko do serca i stosować się do nich nie tylko od Święta. Pozytywne skutki ich wprowadzenia dadzą się wtedy bardzo szybko zauważyć.

Mniej cukru, mniej tłuszczu, więcej błonnika!

Tradycyjnie polska kuchnia to kuchnia „na bogato” – dużo, tłusto, słono, kalorycznie. Cóż, kilka stuleci temu, kiedy klimat był o wiele bardziej surowy niż teraz, a o zagrożeniach wynikających z źle zbilansowanej diety nikt nie słyszał, takie jedzenie znajdowało usprawiedliwienie. Zresztą, nie ma co ukrywać – nasi pradziadowie pozbawieni samochodów, telefonów komórkowych i Internetu mieli na co dzień trochę więcej aktywności fizycznej niż my. Czasy się zmieniły, technologia poszła do przodu, reformom nie może oprzeć się też kuchnia. Warto przewertować strony z przepisami (polecamy tym samym nasz nowy dział!) i nieco odchudzić świąteczną kuchnię. Zamienienie cukru na ksylitol, zrezygnowanie z tłustej wieprzowiny, wprowadzenie większej ilości warzyw czy bardziej przyjaznych zdrowiu procesów obróbki żywności (np. pieczenie zamiast smażenia) może wyjść tylko na zdrowie. I mimo że w smaku ogromnej różnicy nie poczujemy, to nasz układ pokarmowy będzie funkcjonował znacznie sprawniej.

Więcej ruchu

Rzadko kiedy spacer może tak cieszyć jak w Święta. Wtedy prawdziwie możemy mieć na niego czas, nie trzeba się nigdzie spieszyć, można spokojnie przyjrzeć się okolicy, którą codziennie bezrefleksyjnie mijamy. Poza tym, trud oderwania się od suto zastawionego stołu na pewno się opłaci. Odrobina aktywności fizycznej usprawni procesy trawienia, przyspieszy metabolizm, usunie uczucie ociężałości. A kto wie, może na spacerze spotkamy dawno niewidzianego przyjaciela? Będzie okazja do złożenia życzeń i krótkiej rozmowy. Świąteczna atmosfera wybitnie temu sprzyja.

Przy stole

Gdy ze spaceru zasiądziemy znowu do stołu, pamiętajmy, że równie dobrze może on spełniać także inne funkcje. Możemy zagrać w karty, porozwiązywać krzyżówki, układać puzzle. Świetnym pomysłem jest też przejrzenie starych rodzinnych fotografii czy obejrzenie nagrań VHS sprzed lat. Święta są czasem, który szkoda spędzić tylko na jedzeniu. Jeśli jednak znowu weźmiemy się do jedzenia, podajmy je sobie na mniejszych talerzach – wtedy wydaje nam się, że jemy więcej. Potrawy raczej degustujmy niż się nimi obżerajmy. Wzdęcia, zaparcia i nudności nie sprzyjają bowiem dobremu samopoczuciu. Pamiętajmy także o właściwej podaży napojów – woda powstrzyma apetyt skutecznie.

 

Przede wszystkim jednak w szale przygotowań świątecznych nie przygotowujmy kosmicznych ilości jedzenia! W świecie, w którego jednej części codziennie tony dobrej żywności są wyrzucane na śmietnik i ludzie cierpią na otyłość zagrażającą życiu, a w drugiej ludzie umierają z głodu, jest to najgorsza z możliwych praktyk. Nie wolno tak robić po prostu. Niech ten czas zbliżania się do siebie w rodzinach będzie również czasem, gdy swoją postawą pokażemy, że nie zapominamy o ludziach z drugiego krańca globu. Jeśli nic więcej nie możemy dla nich zrobić, to przynajmniej z szacunkiem odnośmy się do tego, co nam zostało dane.

Czytaj: „Babcia i wnuczka gotują” >>