Czy słyszeliście to słowo? Z czym Wam się ono kojarzy? Jeżeli są to złe skojarzenia, być może wokół tego słowa narosło nieco nieporozumień. Bo w założeniach minimalizm ma prowadzić przede wszystkim do odpoczynku dla duszy. Drodzy Państwo, oto sposób na wytchnienie na wyciągnięcie ręki.

Z tego, co donoszą zdeklarowani minimaliści, rzeczywiście rezygnacja z nadmiarów, prowadzi w efekcie finalnym do wielkiego poczucia wolności. Korzyści pobocznych zaś bez liku! Ale po kolei.

Czym jest minimalizm? To założenie dobrowolnej prostoty życia. Tak, to żaden nowy wynalazek! O tym, że warto poprzestawać na niewielkich oczekiwaniach i wybierać drogę szlachetnego umiaru, pisali już starożytni, a za nimi uwielbiający antyk twórcy renesansu, jak choćby nasz kultowy Kochanowski. Hasła typu „mniej znaczy lepiej”, „posiadać tyle rzeczy, aby spakować się w dwie walizki” albo ścisłe ograniczenie do „listy stu posiadanych rzeczy” są jednak typowe dla czasów zupełnie współczesnych.

Skąd popularność minimalizmu?

Pierwszy był Diogenes, sławetny „filozof z beczki”. Sam Aleksander Macedoński nie był w stanie skusić go spełnieniem wszelkich pragnień! Wielu z Diogenesa kpiło, wielu się nad nim litowało, ale jeszcze więcej zainspirowało. Aż po dziś dzień! Coś musi w tym być. Ale co?

Dziś już nikt nie zamieszkuje w beczce, choć są minimaliści, których śmiało można by nazwać następcami Diogenesa. Dobrowolna prostota jest z reguły reakcją po zmęczeniu przesytem. Rozejrzyjmy się dookoła siebie. Epatujące na nas reklamy, liczne oferty jeszcze lepszych, jeszcze wartościowszych i bardziej skutecznych produktów, a przed świętami już w listopadzie zalewające półki sklepowe produkty gwiazdkowe. Promocje, rabaty, bonusy… Czujecie się czasem przytłoczeni?

A niedawne przygotowania do świąt? Obowiązkowa liczba wigilijnych potraw, a następnie dwa dni hucznie obchodzonych świątecznych dni? Czujecie po wszystkim zmęczenie?

A przecież to absurd. Tak naprawdę wszelkie zdobycze współczesnej cywilizacji nie mają nas przytłaczać, a ułatwiać nam życie. Święta zaś mają być czasem odpoczynku, chwilą na bycie blisko z rodziną, czasem na przeżycie duchowych uniesień. Czy pozostaje na to wszystko szansa pośród ogólnego nadmiaru?

Jeżeli tego typu refleksje przewijają Wam się co czas jakiś i nakłaniają do myśli o jakiejś zmianie, blisko Wam do minimalizmu. Bo minimalizm zakłada „więcej być, mniej mieć”. Nie ma nas w żaden sposób zubażać, ma nas uwolnić, by postawić w centrum nasze rzeczywiste potrzeby i pragnienia.

 

Minimalizm jest pociągający? Zacznijmy od swego otoczenia!

Filozofia tak uniwersalna, że popularna przez wieki, nie mogła się nie doczekać wielorakich nurtów realizacji. Gdzie znajdziecie przejawy minimalizmu? Pytanie raczej, gdzie ich nie znajdziecie. Literatura, sztuka, moda, design… zupełnie nieminimalistyczny rozmach może oszałamiać. By się nie zgubić, warto trzymać się tego, co najoczywistsze: prostoty. Najpierw w najbliższym otoczeniu.

Zacznijmy zatem od rozejrzenia się po naszym mieszkaniu. Co nas w nim najbardziej męczy? Czego po prostu nie lubimy, a doskonale damy radę bez tego żyć? Szpetny wazonik, nadmiar bibelotów, zakurzone pamiątki, których i tak nie mamy czasu przeglądać… Po co psuć sobie nimi samopoczucie? Pozbycie się ich wydaje się trudne? Tylko na początku. Po kolei poświęćmy czas wszystkim pomieszczeniom w naszym domu. Zapewne znajdziemy mnóstwo przeterminowanych produktów i przestarzałych przedmiotów. Usuwając je zyskamy więcej miejsca i powietrza. Takie wyczyszczenie domu ze zbędności da nam cudowne poczucie wolności i możliwość wzięcia głębszego oddechu.

Oczyszczanie domu z nadmiarów może być też okazją do zadzierzgnięcia nowych znajomości lub odświeżenia tych zapomnianych – często to, co u nas zbędne, może pomóc innym. Zawsze można też dokonać wymian albo zbędne rzeczy sprzedać, dzięki czemu zupełnie niespodziewanie zyskamy pieniądze. Na pewno znajdziemy dla nich cel. I to niekoniecznie związany z nabywaniem kolejnych przedmiotów! Możemy przecież zafundować sobie jakieś przeżycie, np. długo odkładaną wizytę w kinie.

Cudowną wolność daje uwolnienie szafy od nadmiarów rzeczy. Tak często ciężko nam wściubić w nią palec, a chodzimy ubrani i tak w kilku sztandarowych zestawach ubraniowych. Reszta może być zostawiona z różnych przyczyn: z sentymentów, bo jeszcze mogą się przydać, albo z powodu naiwnej wiary, że jeszcze będą nam pasować – jeżeli nie nastąpiło to w ciągu ostatnich trzech lat, przestańmy się lepiej łudzić. Szafa oczyszczona z nadmiarów rzeczy będzie miejscem, w którym będziemy przechowywać po prostu to, co lubimy i rzeczywiście nosimy. Ile prościej jest móc przesuwać wieszaki, by wyjąć potrzebną rzecz!

Nieużywane rzeczy możemy przekazać instytucji wspierającej potrzebujących pomocy. Odzyskując przestrzeń dla siebie, miło mieć świadomość, że przy okazji komuś się pomogło. Zyskujemy nie tylko komfort, ale i pewność, że rzeczy, które były u nas zbędne, komuś rzeczywiście służą.

Czasem najtrudniej jest zacząć. Ale mówi się, że Nowy Rok to dobry czas na zmiany. A na te w życiu nigdy nie jest za późno. Ciąg dalszy przewodnika po minimalizmie wkrótce!