Nieuchronne stało się – listopad nadszedł. O ile październik jeszcze kojarzy się z piękną, polską jesienią, o tyle listopad przeraża nas perspektywą ciemności, pluchy i przenikliwego, wilgotnego wiatru. Kto chce wyjść na spacer? Nikt? A jednak warto!

Tak, nie brzmi to zachęcająco. Jeżeli już musimy się ruszyć, najchętniej zakutani po uszy przemierzamy szybko drogę na parking lub na przystanek, załatwiamy swoją sprawę i szybko wracamy do domu, by rozgrzać się ciepłą herbatą. A jednak spacerować nie tylko warto, ale i trzeba! Nie ma przecież złej pogody, jest tylko złe ubranie, jak mawiają Skandynawowie. Pisaliśmy już o walorach spaceru zimowego: KLIK! Ale nie tylko mróz może być zdrowy! Zimna wilgoć ciemnego dnia listopadowego może również Wam posłużyć!

 

Walory listopadowego spaceru

Wydaje się Wam, że nie istnieją? Wręcz przeciwnie! Dlaczego warto? Po kolei.

  • Hartowanie organizmu – jesień wcale nie musi być początkiem sezonu zachorowań. Owszem, będziemy zapadać na infekcje, nie wykształciwszy w sobie odporności na ataki drobnoustrojów chorobotwórczych. Ruch na powietrzu – czy to będzie spokojny spacer, czy nordic walking, czy siłownia na zewnątrz, jest naszą skuteczną tarczą, która ochroni nas przed tradycyjną coroczną infekcją. Postawmy jej veto i z podniesionym czołem, ale i z dobrze zakutanym w szal gardłem, śmiało wędrujmy i w deszcz, i wichurę!
  • Lepsze funkcjonowanie – problemy z przemianą materii? To cicha choroba wręcz o skali narodowej. Przyczyną jest nie tylko zła dieta Polaków, wielką winę ponosi również dostateczny brak ruchu. Nie można trawić dobrze, jeżeli nie zapewnia się organizmowi niezbędnej porcji ruchu! Blado wyglądamy? To też efekt siedzenia w domu! Jeżeli ruszymy się, poprawi się stan ukrwienia naszej skóry i zyskamy na dobrym samopoczuciu stając przed lustrem. Dodajmy, że wilgotne powietrze świetnie zrobi naszej cerze i włosom. Tak – spacer sprzyja urodzie!
  • Przygotowanie do zimy – nie będzie nam łatwo wytknąć nos za próg w grudniu i styczniu, jeżeli nie zaczniemy przyzwyczajać się do zimna już teraz. To niezbity fakt: nasza częsta aktywność fizyczna w burych dniach listopadowych doprowadzi do stanu, w którym zimno przestaje być dla nas czymś odczuwanym tak bardzo dotkliwie. Warunek jest jeden: nieprzegrzewanie się w domu.

 

Czemu nie należy przesiadywać w nagrzanym domu?

To żadna nowina: powietrze nagrzane kaloryferami naprawdę nam nie służy. Jest zbyt suche, za wiele w nim też dwutlenku węgla. W całokształcie powoduje, że więcej z nim kurzu, a przy zbytnim wysuszeniu, musimy mu sprostać za pomocą mniej efektywnie działających filtrów w naszej jamie nosowej. Co to w praktyce oznacza? Tak naprawdę to w nagrzanym i zbyt suchym powietrzu naszych mieszkań najłatwiej o infekcję! Dolegliwości ze strony nosa i gardła nie powinny nas dziwić, jeżeli lubimy przesiadywać w domu w zimne dni.

Przygnębia nas bury widok za oknem? Może nie uwierzycie, ale to przygnębienie nie jest wcale wyłączną winą listopada z jego małą ilością światła. Równą odpowiedzialność za nasz spadek nastroju ponosi brak dostatecznej ilości tlenu w naszych nagrzanych domach.

Swędzący i łuszczący się naskórek, no i – czy naprawdę wierzycie, że w sezonie jesienno-zimowym trzeba przytyć? Tak, łatwiej ulegamy pokusom, mamy większą chęć na czekoladę, zawiesiste zupy oraz konkretne dania. Ale wychodząc na zimne powietrze spalimy to szybko, szybciej niż w ciepłe dni. Nasz organizm zużywa spore ilości kalorii, by się rozgrzać. Dodając do tego ruch, na zimnie często przyspieszony, by nie marznąć – tak! Stanowczo zimą nie trzeba przytyć.

Dodajmy jeszcze jedno – choćbyśmy zapalili nie wiadomo jaką ilość lamp, nie zastąpią nam one promieniowania słonecznego. Chcąc zatem zachować pogodę ducha, powinniśmy wychodzić na spacer. Nic nam nie zastąpi kontaktu z dziennym światłem.

Duszności, bóle głowy i problemy ze skupieniem plus cała rzesza rozmaitych bólów – oto typowe bolączki jesienne. Ale tylko w przypadku tych, którzy całymi dniami przesiadują w nagrzanych domach. Ci, którzy chadzają na przechadzki, nie muszą kojarzyć listopada z serią najbardziej ponurych poniedziałków.