Dzwonek do drzwi. Kotara ochraniająca przed chłodem i zimowym wiatrem uchyla się, by wpuścić do pracowni NEO kilku seniorów…

Nie przerywając rozmowy, odwieszają płaszcze na stojak i zajmują miejsca przy stolikach. Reszta już na nich czeka, niektórzy zdążyli przebrać się w robocze fartuchy. Wybiła godzina dziesiąta, czas rozpocząć warsztaty.

Pomieszczenie wygląda jak wypełnione po brzegi pudełeczko z tysiącem przedmiotów, którym ktoś potrząsnął. Każdy centymetr ścian zajmują obrazy przedstawiające chyba wszystkie elementy świata: polana z makami, gęsty las, zachód słońca, ciasny pokój, morze, po którym leniwie sunie łódka… Pośród malowideł trwają milczące rzeźby i typowy konik na biegunach, tylko że tak naprawdę inny, bo wysoki i z kółkami. Wszędzie sztalugi, lampy, dekoracje. Jest nawet pozłacana głowa z irokezem z włosia szczotki.

Wreszcie na samym środku pracowni pojawia się uśmiechnięty prowadzący, a seniorzy witają go piosenką: Happy Birthday! Życzenia urodzinowe miła rzecz, ale czas wziąć się do roboty. Dziś gipsoryt, przed uczestnikami mnóstwo pracy. Instruktor ucisza wesołą gromadkę i zaczyna opowieść o sztuce.

Mówi o tym, czym charakteryzuje się grafika i w jaki sposób można ją uzyskać. O tym, że ta metoda ma już ponad 500 lat, a najwybitniejszym wykonawcą był Albrecht Dürer („Wpiszcie sobie w Google, chodzicie na zajęcia z informatyki”). Wyjaśnia też, jak najlepiej wykonywać odbitki. Seniorzy słuchają uważnie – w końcu każda wskazówka jest bardzo ważna, a zaraz zaczną proces twórczy…

Słowne wprowadzenie dobiega końca. Uczestnicy warsztatów zakasują rękawy i energicznie zabierają się do roboty. Z głośników sączy się „Nad pięknym modrym Dunajem” Johanna Straussa; delikatny utwór nadaje tempo początkowym pracom.

Na początek w ruch idą ołówki, bo najpierw trzeba zaplanować grafikę zanim przeniesie się ją na gipsową tabliczkę. Na kartkach pojawiają się szkice. Nie ma żadnych wymagań ani narzuconego tematu. Każdy rysuje, co mu w duszy gra. Podchodzę do pani, która kreśli w skupieniu wazon z kwiatami. Zaczynam rozmowę, obserwując jak na papierze pojawiają się kolejne płatki begonii.

– Chciałam, żeby coś wypełniło monotonny czas emerytki – wyjaśnia kobieta, gdy pytam, co skłoniło ją do pójścia na warsztaty. – Nie zawsze ma się okazję do poznania czegoś nowego, a dzięki Akademii Seniora zdobywamy wiedzę. Ja nigdy nie uczyłam się angielskiego, więc teraz poznam chociaż te podstawy. To samo w przypadku informatyki. Nigdy nie pracowałam na komputerze, a dzięki zajęciom mogę przeglądać internet, zobaczyć jak się sprawy mają w handlu. Chociaż muszę przyznać, że najbardziej urozmaicone i ciekawe są warsztaty w pracowni NEO. Prowadzący jest po prostu super: z humorem, bezstresowy i nie stawia stopni (śmiech). Przerobiliśmy już malarstwo, rzeźbę, mozaikę, no a dziś jest grafika. A najbardziej cieszyłam się z monogramów w gipsie – dodaje.

Instruktor przebija się przez radosny gwar i oznajmia, że czas przejść do drugiego etapu zajęć. Rozdając seniorom gipsowe tabliczki, wyjaśnia że przed naniesieniem wybranego wzoru, trzeba wygładzić powierzchnię gipsu za pomocą papieru ściernego. Przy okazji tłumaczy, jak różna ziarnistość wpływa na tworzywo – który rodzaj papieru zostawia rysy, a za pomocą którego wolniej, ale delikatniej pozbywa się nierówności.

Uczestnicy z zapałem rozpoczynają proces wygładzania tabliczek, a intensywny szelest zagłusza radio. Akurat leci słynny motyw z filmu „Park Jurajski”. Przysiadam się do kolejnej pani, która zamierza nanieść na gips obrazek przedstawiający uśmiechniętego kota (podpis: „Kicia”).

– Nasza grupa jest bardzo sympatyczna – odpowiada, kiedy pytam o atmosferę panującą na warsztatach. – Przemiło spędzamy razem czas. Na dodatek przyjemne łączy się z pożytecznym. Dzięki zajęciom plastycznym będziemy inaczej patrzeć na sztukę, na przykład w muzeum. W przypadku informatyki i angielskiego, zdobyta wiedza przyda mi się w rozmowach z wnukami. Angielski jest przyjemny, mimo że każdy startował z innego poziomu. Ostatnio poznaliśmy rzeczy, które znajdują się dalej i bliżej, mówiliśmy też o rodzinie. Na następne zajęcia mamy przynieść fotografie swoich bliskich i będziemy o nich opowiadać. Domagamy się prac domowych! – Śmieje się na widok mojej miny. – Na informatyce też jest świetnie. W zeszłym tygodniu wyszukiwaliśmy w Google informacje na temat świata i oglądaliśmy zdjęcia z różnych krajów.

Kiedy dziękuję za rozmowę, dociera do mnie ożywiona dyskusja na temat ZUS-u, w którą zaangażowali się niemal wszyscy uczestnicy i sam prowadzący.

Akademia Seniora – odskocznia od rzeczywistości

Wreszcie, po dwóch godzinach przygotowań, przychodzi czas na część kreatywną warsztatów. Seniorzy krążą między stolikami i wymieniają się zaostrzonymi gwoźdźmi, dłutkami, rylcami i nożykami. W końcu mogą przenieść swoje wizje na gipsowe tabliczki i przekonać się, co z tego wszystkiego wyjdzie. Do działania zagrzewa ich energiczny utwór z epickiego filmu „Lawrence z Arabii”. Przemykając między uczestnikami, by jak najmniej przeszkadzać im w tworzeniu, zagajam do kolejnej seniorki, która żłobi w gipsie kieliszek szampana z napisem „Sto lat”.

– Warsztaty są dla mnie przerywnikiem w szarości codziennego dnia – opowiada. – Przez cztery godziny we wtorki i piątki maksymalnie się relaksuję, by spokojnie funkcjonować przez resztę tygodnia. Jest to niesamowita przyjemność i bardzo żałuję, że dawno dawno temu, gdy uczono mnie liczyć i pisać, nie uczono mnie rysować. Na zajęciach Akademii można realizować swoje pasje, o których istnieniu wcześniej się nie wiedziało! To jest tak przyjemne, że nie chcę opuścić żadnej lekcji. Nawet jak była brzydka pogoda, zimno i śnieg, i tak przyszłam, bo czuję się tu fantastycznie. Zupełnie jakbym miała o połowę lat mniej. Na dodatek grupa szybko się zintegrowała – wszyscy są niezwykle mili i żądni pracy.

Pierwsze gipsoryty są niemal gotowe. Akurat z głośników płynie muzyka z filmu „Hobbit: Niezwykła Podróż”, opowiadającego o niesamowitej wyprawie pełnej wyzwań i przygód. Pierwszy senior staje przy blacie z tabliczką i pod czujnym okiem prowadzącego, przystępuje do kolejnego etapu zajęć. Za pomocą szpachelki zaczyna nakładać na gips czarną farbę olejną. Instruktor na jego przykładzie objaśnia grupie, jak najlepiej rozprowadzać farbę i czego się wystrzegać. Po kilku minutach, gdy już cała powierzchnia jest ciemna, senior przykłada do wysmarowanej tabliczki kartkę papieru i przy użyciu łyżeczki starannie „odciska” grafikę. Obrazek przedstawia masyw górski na tle osnutego chmurami nieba.

Wkrótce na specjalnej lince wisi coraz więcej różnokolorowych odbitek: kwiaty, koty, wazony, wiejskie chatki, drzewa… Seniorzy po kolei podchodzą do sznurka i za pomocą spinaczy przypinają prace. Wieszają po kilka odbitek, bo gips musi dobrze nasiąknąć farbą, zanim uzyska się odpowiedni efekt. To świetna zabawa, bo każdy obrazek wychodzi inaczej.

Kiedy stoję na schodkach wiodących do wyjścia, mogę ogarnąć wzrokiem całą pracownię i wszystkich uczestników warsztatów. Atmosfera jest niesamowita – przyjazna i młodzieńcza. W pomieszczeniu nie milknie śmiech, w przerwach w pracy wciąż toczą się dyskusje na przeróżne tematy. Aż ma się ochotę rzucić w kąt dyktafon i aparat, złapać za bezpańską gipsową tabliczkę i dołączyć do zajęć.

Wolę jednak nie zaburzać unikalnego, fascynującego klimatu. Macham wszystkim na pożegnanie i znikam za kotarą ochraniającą przed chłodem i zimowym wiatrem.