Teresa Bancewicz zaczęła podróżować w wieku 62 lat. Przejechała autostopem Europę, Arykę, Azję i obydwie Ameryki. Wyruszyła w świat, bo lekarz doradził jej zmianę i wyrwanie się chociaż na chwilę z najbliższego otoczenia. Czy było warto?

Trudne miłego początki

Pani Teresa miała 55 lat, gdy po 35 latach pracy jako projektantka wnętrz, została zwolniona praktycznie z dnia na dzień. Gdy również i mąż stracił pracę, Państwo Bancewiczowie razem z nastoletnim synem przeprowadzili się do mniejszego, wymagającego remontu, domu. Niestety, rodzinie brakowało pieniędzy na przysłowiowy chleb, o remoncie nie było mowy. Długotrwały stres spowodował, że Pani Teresa zachorowała na depresję. Jeden z lekarzy doradził zmianę otoczenia i chociaż chwilowe wyrwanie się z trudnej, życiowej sytuacji.

„Pomyślałam o podróżowaniu, ale nie mogłam nawet złotówki uszczknąć z pieniędzy, które dawała mi emerytura, bo przecież miałam dziecko i to było najważniejsze.” – opowiada Pani Teresa na swoim blogu. –„Tak pojawił się pomysł podróżowania autostopem. To był moment: nie miałam butów, więc pożyczyłam od synka korki, zabrałam jedzenie, czyli płatki i mleko, wzięłam ze sobą kompozycje plastyczno-roślinne, które jako plastyk tworzyłam, i ruszyłam do Skandynawii.”

Druga młodość

Na pierwszą wyprawę Pani Teresa wybrała się do Skandynawii, a dokładnie – Finlandii. Podróżowała przez Rosję, Litwę, Estonię. Oczywiście autostopem! Za sprzedane prace plastyczne kupiła bilet na prom. I kontynuowała podróż autostopem.

„Od samego początku, od momentu wyruszenia, spotykałam samych dobrych ludzi.” – mówi Pani Teresa. –„Kierowcy, nie tylko polscy, robili dodatkowe kilometry, żeby mnie wyprowadzić na dobrą drogę. Kiedy jadąc przez Litwę, Łotwę i Estonię nie chciałam nocować w namiocie na plaży, ludzie zawsze zapraszali mnie do domu.”

teresa-bancewicz-3

Pomysł na życie

„Po tej pierwszej podróży wróciłam do domu zdrowa – ustąpiły mi wszelkie dolegliwości, ani serce mi nie migotało, ani wrzody nie dokuczały, właściwie nie musiałam używać zabranych ze sobą leków” – mówi autostopowiczka. Od tej pory rok rocznie we wrześniu pani Teresa pakuje swój plecak, którego waga dochodzi do 20kg, zabiera akwarelowe kartki wyklejane suszonymi kwiatami, które sprzeda po drodze i wyrusza na spotkanie świata autostopem.

Po skandynawskiej podróży Pani Teresa wybrała się do Izraela. Potem była Tunezja, Maroko, Egipt… Dojechała do Moskwy autostopem. Następnie przejechała koleją transsyberyjską do Pekinu, a stamtąd znów „stopem”, aż do Japonii. W Maroku podróżowała furmankami i na osiołku. W Tunezji zamieszkała wśród Berberów żyjących w skalnej grocie. Na Bliskim Wschodzie korzystała z gościnności muzułmanów widzących w podróżniku pielgrzyma, którego trzeba nakarmić i napoić. Na Kubie przez dwa tygodnie mieszkała na nadmorskiej plaży.

 

Tym, którzy chcieliby bliżej poznać Panią Teresę, polecamy „Wszystko jest możliwe” – film o wyjątkowej autostopowiczce oraz prowadzonego przez Panią Teresę bloga. 

Obejrzyj film “Wszystko jest możliwe”:

Polecamy także krótkie filmy z relacjami z podróży Pani Teresy, które można obejrzeć na YouTubie:

„W zasięgu ręki” – część 1

„W zasięgu ręki” – część 2

“Tym razem Kazachstan”