Jak być dobrym wsparciem dla dorosłych dzieci? Czego potrzebują one najbardziej od swoich rodziców? Doradza psycholog Paulina Owsińska.

Czas leci nieubłaganie, wszystko wkoło się zmienia, dzieci pewnego dnia nagle stają się dorosłe, a następnego mają już własne dzieci. Taka jest niezmienna kolej rzeczy i choćby nie wiem, jakbyśmy się przed tym buntowali, to nie mamy na to żadnego wpływu.

Prawdziwa sztuka polega na tym, żeby nie tylko to akceptować, ale i umieć się dostosować. A to nie zawsze jest łatwe. Trudno czasem pogodzić się z faktem, że córka czy syn ma już własne życie, a my czujemy się coraz mniej potrzebni.

Warto wtedy wrócić myślami do czasów, kiedy samemu było się w wieku własnych dzieci i przypomnieć sobie, co wtedy się czuło. Pamiętasz jeszcze, co Cię najbardziej denerwowało w postawie Twoich rodziców? Czego od nich oczekiwałeś? Czy naprawdę ich nie potrzebowałeś? Nie wydaje mi się. Dzieci potrzebują rodziców zawsze. Ale równie mocno potrzebują odpowiedniego przez nich traktowania.

Aby wzajemne relacje układały się jak najpomyślniej, warto zastosować się do kilku wskazówek.

1. Miej zaufanie do własnych dzieci

To Ty je wychowałeś, to Ty zaszczepiłeś w nich najważniejsze wartości, to Ty robiłeś, co w Twojej mocy, żeby wychować ich na porządnych ludzi. Teraz czas na wychowanie już minął. One są już dorosłe, mają własny rozum. Pozwól im żyć, tak jak oni chcą.

2. Pozwól im popełniać błędy

Nikt nie jest nieomylny, a „błądzić jest rzeczą ludzką”. Twoje dzieci też czasem muszą pobłądzić. Dzięki temu nabierają doświadczenia i przy kolejnej okazji są już mądrzejszymi ludźmi. Zresztą, popełnianie błędów jest nieodłączną częścią życia. Najważniejsze, by wyciągać z tego wnioski.

3. Nie miej na wszystko dobrej rady

Tym, co najbardziej blokuje rozwój i powstrzymuje od działania jest ten ktoś za plecami, kto zawsze wie lepiej. Budzi on złość i niechęć. Obniża poczucie własnej wartości. Unika się go i nie mówi mu się wszystkiego. Chcesz być kimś takim?

4. Nie oceniaj – chyba, że ktoś Cię o to poprosi

Bardzo często mamy tendencję do wyrokowania o czymś, zanim naprawdę to poznamy. Na starcie „wiemy”, że to się nie uda, tamto jest beznadziejne, a ten mężczyzna to na pewno oszust i krętacz. Przywiązanie się do takiej etykiety bardzo utrudnia prawdziwe poznanie sprawy i z czasem przynosi więcej szkody niż pożytku wszystkim stronom.

5. Wyrzuć ze słownika wyrażenie „a nie mówiłem!”

To się rozumie samo przez się. Denerwuje wszystkich bez względu na wiek. I co z tego, że tym razem mieliśmy rację? Czy w czymś to pomoże uratować zaistniałą sytuację? Nie sądzę.

Aby nasze dzieci miały w nas wsparcie, muszą czuć, że będziemy z nimi zawsze. Bez względu na to, czy im się w życiu układa czy akurat może mogłoby być lepiej. A my nie możemy mieć wątpliwości, co do tego, że to odpowiedzialni ludzie i – mimo że ich wizja istnienia na tej planecie odbiega od naszej – nikomu nie robią krzywdy.